Z życia pewnego szpitala.
Kategorie: Wszystkie | Prywatne | Szpitalne
RSS
środa, 04 listopada 2009

Na początku pragnę pozdrowić osobę, która mnie uśmierciła, zadzwoniła do mojego brata z kondolencjami i pytaniem kiedy pogrzeb.

No więc jeszcze nie umarłem i póki co nie zamierzam. Informację o pogrzebie wyślę telegramem z zaświatów.

 

Nie mam też raka płuca (pozdrawiam panią z Poznania, dziękuję za telefon do profesora od nowotworów płuc - przyda się jednemu z naszych pacjentów), guza mózgu ani innej strasznej choroby kończącej się powolnym i strasznym zgonem.

Przeszczep szpiku też mi nie pomoże ;]

Chłoniaki leczy się głównie chemioterapią.

 

Ktoś chlapnął (być może nieświadomie - bywa) informacją o tym, że jestem chory, a potem ktoś inny dorobił mrożącą krew w żyłach historię i takiego Frankensteina puścił w świat.

Proponuję się zająć inną działalnością ;]

Notek o cierpieniu, wymiotowaniu i innych takich atrakcjach też nie będzie, bo takie rzeczy to nie tutaj.

00:42, morphiusz
Link Komentarze (80) »
poniedziałek, 26 października 2009

Idę na przeszpiegi do konkurencji.

Notek póki co nie będzie

ale...

rozpisuje konkurs na epitafium na zbiorowy grób trolli, które wymrą z braku papu.

00:22, morphiusz
Link Komentarze (32) »
niedziela, 11 października 2009

W dyżurce.

Oddziałowa: jak studentki?

Jelona: metrowe szpony, wymalowane i wymyślnie uczesane.

Oddziałowa interny (wpadła pożyczyć czytaj ukraść leki): norma.

Oddziałowa: Ilona zawołaj je wszystkie.

 

Studentki się zebrały (plus jeden pan) i patrzą dziwnie.

Oddziałowa: słuchać uważnie. To jest porządny szpital i porządny oddział więc Wy też macie być porządni. Żadnych tipsów, żadnego krzyliwego makijażu, kolczyków do pasa i żadnego kukuryku na głowie. Nie uśmiechajcie się głupkowato do pacjentów - są nieprzytomni więc to bez sensu.

Tu się pracuje więc żadnego chowania się po kątach, obijania się i uciekania przed pacjentami. Codziennie rano będziecie odpytywane więc lepiej zacznijcie się uczyć.

Wy trzy podpierające ścianę przygotowujecie dzisiaj leki pod okiem pani Ilony, która Was najpierw przepyta z leków i dawek.

Rodzynek idzie na interwencję - torba na ramię i z doktorem reanimować.

A Ty kochanie (zwraca się w stronę najbardziej wymalowanej studentki) wymienisz cewniki i pobierzesz wymazy z rurek.

sobota, 10 października 2009

 Rozmowy na tematy różne, przeróżne.

Dr L (rezydent na chirurgii ogólnej): pan B.

Ja: co pan B?

L: ciągle ma jakieś pytania odnośnie zabiegu... tłumaczyłem mu już przebieg operacji z dziesięć razy.

Ja: facet się boi. W sumie mu się nie dziwię.

L: to rutynowy zabieg.

Ja: faceta wwiozą na salę operacyjną gołego jak go Pan Bóg stworzył. Zobaczy tylko zieloną płachtę przed oczami i jakiegoś pana w zielonym czepku i masce na twarzy, a potem go uśpią. Opowiadałeś mu wszystko ze szczegółami, a biedak wyobrażał sobie jak go rozprujecie, wypatroszycie a potem zaszyjecie. Nic dziwnego, że się boi. Sam bym się bał, udusił instrumentariuszkę i wyskoczył oknem.

L: mam mu powiedzieć, że po zabiegu obudzi się w pełni zdrowy?

Ja: a co Ty Gierek, żeby mu cuda obiecywać? Powiedz mu, że się postarasz i wystarczy.

Pana B. zoperowali, wycięli co wyciąć mieli, a pan B. przeżył całą sprawę ze stoickim spokojem dzięki przedoperacyjnej rozmowie z dochtorem... i stosownej premedykacji.

Przy wyjściu z pracy jadę z oddziałową bloku operacyjnego jedną windą.

Oddziałowa: doktor...

Ja: tak?

Oddziałowa: to którą z nas byś udusił?

 Studentki pielęgniarstwa w szpitalu.

Razem z siostrą Iloną vel Jeloną i doktorem Grzesiem wypełniamy tonę dokumentacji i oglądamy przyszłe gwiazdy polskiego pielęgniarstwa.

Jelona: doktor zobacz co ona ma na głowie!

Grześ: pani Jolu teraz jest taka moda.

Jelona: żeby tylko miała tyle w glowie co na głowie.

Ja: ciekawe kiedy oddziałowa złapie tą z fikuśnymi tipsami i każe się ich pozbyć.

Grześ: dajcie spokój nie będzie się czepiała o pierdoły.

Jelona: w zeszłym roku jednej ze szponami pomalowanymi na czarno groziła papierem ściernym.

***

 Pacjent kategorycznie nie zgadza się na znieczulenie podpajęczynówkowe. Zgadza się na operację pod warunkiem, że odbędzie się ona w znieczuleniu ogólnym.

Doktor Z: M. idź go przekonaj. Jak nie dasz rady to ja pójdę.

 

Ja: a więc nie zgadza się pan na znieczulenie podpajęczynówkowe?

Pacjent: tak

Ja: jest Pan świadomy tego z czym wiąże się znieczulenie ogólne?

Pacjent: tzn?

Ja: hmm jakby to Panu powiedzieć. Może się Pan nie obudzić po zabiegu, może się Pan obudzić w jego trakcie...

Pacjent: eee?

Ja: wie Pan różnie to bywa. Może Pan wymiotować, może być konieczna intubacja w czasie której możemy wybić Panu zęby, rozerwać podniebienie miękkie. Hmm co by tu jeszcze... wie Pan tego sporo jest.

Pacjent: panie doktorze niech mnie Pan nie straszy!

Ja: panie G. jakbym chciał Pana przestraszyć przyszedłbym w nocy z prześcieradłem na głowie i zrobił "UUUUUUUU"

 

Wracam do gabinetu i oświadczam Z., że misja zakończyła się pełnym sukcesem.

Z: czym go przekonałeś?

Ja: wizją, że mu wybijesz laryngoskopem nowo zrobione u jednego z naszych szczękowców implanty ;]

piątek, 25 września 2009

 Kontrola z Sanepidu. Panie kontrolujące poza zaglądaniem gdzie sie da, niuchaniem czym to sprzątaczka myje podłogę opracowały nowe sposoby kontroli.

 Pani kontrolująca (K) wybrała się na salę chorych i zaczęła przepytywać pacjentkę (P):

K: jak pielęgniarka przychodzi ma ze sobą rękawiczki?

P: ma

K: i zmienia po każdym pacjencie?

P: tak zmienia.

K: a lekarze też noszą rękawiczki jak badają?

P: pani dyrektor jak bada to nie ma ale pozostali mają.

 

Oczywiście kontrola sanepidu poprzedzona była wielkim sprzątaniem i chowaniem tego wszystkiego co przed panami kontrolującymi schować należy. Jak się okazało panie kontrolujące przyjdą jeszcze raz, bo mamy jakieś zakażenie szpitalne i będzie jeszcze jedna kontrola. Nie da się tego załatwić za jednym zamachem, bo coś tam, coś tam.

 Pani dyrektor skompromitowana sanepidem na spotkaniu z dyrektorem stwierdziła, że skoro na OIT brakuje łóżek i nie możemy przyjmować nowych pacjentów, bo jest komplet (mamy urodzaj jeśli chodzi o politraumy) to zawsze można dostawić na sali dodatkowe łóżko. Poza tym ona nie rozumie zachwytów nad naszym oddziałem i nie pojmuje dlaczego dostajemy zawsze najlepsze pielęgniarki, a jej oddział dostaje jakieś "ochłapy". Szatan został uświadomiony, że przepisy sa takie, a nie inne. Oczywiście cała historia o tym jak to pani doktor nazwała pielęgniarki z oddziału ochłapem rozniosła się po szpitalu. Skutek taki, że żadna pielęgniarka nie kwapi się do współpracy z nią.

 Kadencja pani dyrektor niedługo się kończy więc zostanie rozpisany konkurs na stanowisko dyrektora medycznego. W kuluarach (czytaj w palarni i kiblach oddziałowych) trwają spekulacje kto ze szpitala ma szanse na pogrzebanie szans Szatana na reelekcję. Wszyscy mają nadzieję, że zostanie wybrany ktoś ze szpitala, a nie jakaś totalnie nie znana nam istota z zewnątrz.

Ordynator SOR i kierownik specjalizacji stwierdził, że sprawdzi nasze umiejętności udrażniania dróg oddechowych. Dla mających problemy miały być zorganizowane dodatkowe ćwiczenia na fantomach i ewentualne intubowanie na bloku pod kontrolą anestezjologów. Ćwiczenia miały się odbyć bladym świtem, ja byłem niewyspany, głodny i z niskim poziomem kofeiny we krwi, a szef stwierdził, że też mam się pojawić i poćwiczyć.

Wywalił mnie z sali po jakichś pięciu minutach po tym jak zapakowałem manekinowi rurkę bez laryngoskopu i żelu.

Tuż po mnie wyleciał Piter za próbę sabotażu - wpadł na genialny pomysł, że zamiast wpychać manekinowi rurę zrobi mu dziurę znaczy się tracheotomię.

Dla zainteresowanych - link do filmiku jak taka tracheotomia może wyglądać.

Jak już żeśmy wylecieli można było iść na kawę do automatu ;]

W planie sa już ćwiczenia położnicze na manekinie, który ma nawet odczepiane łożysko i pępowinę ;]

Tymczasem na ginekologii mają jakąś dziwną serię cesarek pt "macica nie chce się kurczyć", które kończą się podaniem meterginy/enzaprostu i wiązanką ze strony zespołu anestezjologicznego (polecam poczytanie jakie efekty uboczne powoduje enzaprost i wszystko stanie się jasne).

W ramach umilania jesiennych wieczorów chyba zszyję sobie jakiegoś banana. Od biedy może być kurczak (jak mi się uda wyjąć nitki to potem sobie z niego kotlety zrobie).

środa, 02 września 2009

 Robimy punkcję opłucnej pacjentowi.

Oprócz mnie w sprawę jest zamieszany ordynator i rezydent poznający dopiero tajniki zawodu.

Ja: opukujesz klatkę piersiową, potem bierzesz venflon z podłączonym aparatem do kroplówki i dziabiesz.

(Wpada Szatan)

Szatan: co się tu dzieje?

Szef: robimy punkcję

Szatan: dlaczego venflonem, a nie specjalnie do tego przeznaczonym zestawem?!

Szef: te zestawy do niczego się nie nadają

Ja: (filozoficznie) mniej bolesne jest chyba pobranie krwi strzykawką bez igły

Szatan: sami takie chcieliście!

Szef: z nami nikt tego zakupu nie konsultował.

 

 Koniec pani dyrektor medycznej jest raczej bliski. Pech chciał, że w "towarzystwie" stwierdziła, że w laboratorium to nic nie robią tylko kawę piją non stop i mają bałagan. To stwierdzenie oczywiście straszliwie ubodło panią Krysię. Zwłaszcza to o kawie - tak się składa, że Krysia pija tylko Earl Grey'a.

Od tej pory Krysia czatuje na pielęgniarki z oddziału pani dyrektor i wnikliwie sprawdza skierowania i przyniesione próbki. Każde najmniejsze uchybienie kończy się telefonem do pani dyrektor. Byłem świadkiem jednego z telefonów:

Szatan: słucham...

Krysia: pielęgniarki z pani oddziału nie trzymają się procedur! Przyniosły próbki o 3 minuty za późno, w probówce było kilka milimetrów krwi za mało, a skierowania wyglądają tak jakby ktoś jadł na nich obiad. Nie będe dłużej tolerowała tego bałaganu!

 

Wszyscy się zastanawiają kiedy pani dyrektor się złamie ;]

piątek, 28 sierpnia 2009

 Wielkie poruszenie spowodowane układaniem grafika na anestezjologii - jedna pani doktor w ciąży, druga ma małe dziecko, jeden pan doktor ma coś tam coś tam. Wszystko to spowodowało, że w ułożony misternie przez ordynatora grafik można co najwyżej zawinąć kanapkę albo tampaxa.

W ustawianie dyżurów ambitnie włączyła się pani Dyrektor do spraw medycznych przypominając sobie (i mnie zarazem), że jestem anestezjologiem i mogę dyżurować na chwałę szpitala.

Zostałem więc wezwany do świątyni Diabła (ordynator AiIT nazywa ją szatanem, a chirurgii diabłem). Demoniczna pani dyrektor zachęciła mnie do wzięcia dosłownie kilku dyżurów (około 10 w miesiącu) twierdząc, że jestem młody, pewnie chcę się wyszaleć i przydałaby mi się na to kasa. Odparłem, że kilka dyżurów na OIT wziąć mogę, a na brak kasy na duperele i rozrywki póki co nie narzekam.

Potem na zatracenie (rozmowę znaczy się) poszli inni i jakoś udało się dopiąć grafik. Było nerwowo - gdy Marzena stwierdziła, że chyba pójdzie na chorobowe na kilka dni myśleliśmy, że ordynator wyrwie sobie wszystkie włosy z glowy.

Tak więc dzisiaj jest wolne (za 15 sierpnia), a ja mam dyżur na OIT.

 Zmarł nam pacjent. Wtajemniczeni wiedzą o co chodzi. Ci jeszcze niedoświadczeni (rezydent i pielęgniarka robiąca specjalizację) z pewnością się dowiedzą.

Ze śmiercią to jest tak, że jak już przyjdzie to zagnieżdża się Bóg jeden wie gdzie i czeka na okazję aby zabrać pozostałych. Dlatego na tablicy znajdującej się nad biurkiem wisi kartka, na której wielkimi bukwami napisane są namiary na księdza. To na wypadek gdyby straszenie defibrylatorem i adrenaliną nie przyniosło odpowiedniego rezultatu.

Jakieś czterdzieści minut po tym jak stwierdziłem zgon śmierć wylazła z kryjówki - zatrzymał nam się jeden z pacjentów.

Jakieś 10 minut potem na oddziale trzasnęły drzwi. Myślałem, że jedną z pielęgniarek trzeba będzie zapakować na wózek i zawieźć na OIOK (oddział intensywnej opieki kardiologicznej), bo wyglądała cokolwiek zawałowo-szokowo.

Chwilę potem przyszedł Diabeł z pytaniem czy na OIT robimy dializy i hemofiltracje i czy w ogóle nam wolno.

 

wtorek, 18 sierpnia 2009

 Paliatywny.

Obsada oddziału to 2 lekarzy. Na nocne dyżury przychodzi każdy kto ma ochotę. Wystarczy mieć kurs z podstaw medycyny paliatywnej i chęci.

Część pacjentów od rana pyta czy dostaną jakąś kroplówkę. Brak kroplówek i zastrzyków oznacza ich zdaniem, że zostali już spisani na straty. W związku z tym niektórzy wymyślają różne objawy byle by tylko coś dostać. Inni na wieść, że nie dostaną żadnych kroplówek dostają nagle ataków duszności.

Część pacjentów trafia na oddział, bo rodzina nie ma fizycznej możliwości opiekować się chorym przez 24h. Dla wielu oddanie osoby bliskiej do szpitala na taki oddział jest bardzo ciężką decyzją. Starają się być przy chorym mężu/ojcu/dziadku/bracie/etc. jak często się da. Pacjent umiera w szpitalu, a jednak w otoczeniu bliskich.

Bywają też przypadki chamskiego podrzucenia kogoś pod drzwi oddziału. W takich przypadkach czasami nikt nie zgłasza się nawet po śmierci pacjenta w celu odebrania dokumentów i rzeczy chorego.

 Wezwanie na paliatyw do pacjenta w celu ustalenia schematu leczenia przeciwbólowego.

Pacjent (pan B.) ma raka z przerzutami praktycznie wszędzie. Ma 49 lat, duszność mimo leków i tlenu. Dwóch panów, z którymi leżał wcześniej zmarło więc pacjent jest przerażony. Na łóżku obok leży pacjent totalnie wyniszczony przez chorobę nowotworową z żółtaczką, który tylko cicho jęczy.

Pan B. jest szczęsliwy, bo przyszło do niego 3 lekarzy i wypytują go o różne rzeczy związane z jego stanem zdrowia.

W pewnym momencie (gdy już mieliśmy iść do pokoju lekarskiego) złapał mnie za rękę i powiedział cicho: "niech mnie pan doktor ratuje".

Wole już jak mnie żul obrzyguje przetrawionym denaturatem.

Pan B. zmarł kilka minut po godzinie trzynastej. Byl spokojny i nic go nie bolało. Przynajmniej tyle mogliśmy dla niego zrobić.

niedziela, 16 sierpnia 2009

Szef: Madzia masz tu kubełek i idź z materiałem do badań do laboratorium. Tylko uważaj na płyny mózgowo-rdzeniowe. Jak zostawisz to uciekaj.

Ja: a dlaczego ma uciekać?

Pielęgniarka: bo ordynator nakleił na probówki z PMR karteczki "nie zmarnować".

Ja: zaraz będzie telefon z labu, bo dzisiaj Hemoliza ma dzień

Po 20 minutach telefon. Hemoliza dzwoni, że probki krwi uległy... hemolizie i trzeba pobrać jeszcze raz.

Szef: to proszę przyjść i pobrać.

Ostatnio pani kierownik labu jęczała, że robimy stanowczo za dużo punkcji i dajemy do laboratorium za dużo płynów mózgowych do badania, tymczasem nie ma kto tego badać. Szef na to, że szamanem nie jest i w oczach choroby nie widzi.

 

Szef ma też zatargi z apteką szpitalną. Kierowniczka apteki jęczała, że idzie u nas stanowczo za dużo fentanylu, oni nie nadążają z zamawianiem, a my jesteśmy widocznie zbyt rozrzutni.

Szef na to krótko, że zawsze może znieczulać młotkiem jak mu go dadzą i wyślą na kurs jego obsługi.

Chyba tylko z serologią nie ma zatargów. Przyczyna jest prosta - pracuje tam jego żona, do której co rano biega z bułeczką na śniadanka.

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24

moje gg: 13816037