Z życia pewnego szpitala.
Kategorie: Wszystkie | Prywatne | Szpitalne
RSS
czwartek, 01 grudnia 2011

Z racji wojaży zagramanicznych pisanie bloga zawieszone do odwołania.

15:09, morphiusz
Link Komentarze (65) »
niedziela, 30 października 2011

 Dałem się wrobić w dyżur na SORze. 

Udało mi się dwa razy uniknąć obrzygania przez ofiary dyskotekowej gorączki, ale co się nawdychałem to moje.

 Zabawa zaczęła się w chwili gdy przywieziono dwóch pijanych panów. Pokłócili się na dyskotece i postanowili porozmawiać w wiadomy sposób na zewnątrz lokalu. Rozmowa skończyła się rozciętym łukiem brwiowym, złamanym nosem, masą sińców i zadrapań. Jeden z panów miał ponad półtora promila alkoholu we krwi, drugi przekroczył próg dwóch promili. Co ciekawe starcie wygrał delikwent będący bardziej pod wpływem. Czyżby alkohol działał niczym napój druida Panoramixa? 

 Jakieś pół godziny przywieziono jeszcze jednego delikwenta z tej samej dyskoteki. W ramach podzięki za wspaniałą opiekę zwymiotował do kosza w pokoju zabiegowym. 

 Dla wszystkich fanów dyskotekowego szaleństwa jeden z disco hitów z dawnych lat. Ze specjalną dedykacją dla Oskara:P 

 

(dla chętnych: piosenka w całości leży sobie np. tutaj).

sobota, 15 października 2011

 Mamy na oddziale bardzo dziwnego pacjenta.

Zaczęło się od tego, że powiedział pielęgniarce, że ma cukrzycę i musi dostać insulinę. Sęk w tym, że gdy zbieraliśmy wywiad niczego takiego nie sygnalizował. Oznaczyliśmy glikemię, okazało się, że ma ją w granicach normy.

 Dzień później, w czasie dyżuru zgłosił silny ból zamostkowy. Lekarzowi dyżurnemu powiedział, że jest po zawale mięśnia sercowego i prawdopodobnie właśnie ma drugi. Enzymy sercowe ujemne, w echo bez żadnych odchyleń od normy, podobnie EKG w czasie i po napadzie też w normie.

 Dzisiaj przyszedł do mnie i powiedział, że chce wyjść na przepustkę, bo jego brat zginął w wypadku samochodowym. Tymczasem kolega, który do niego przychodzi czasem powiedział, że pacjent na 100% jest jedynakiem i nigdy żadnego brata nie miał. 

Pora chyba po raz kolejny wezwać do niego psychiatrę. 

 Małą sensację zrobiła za to pacjentka, która przyszła do nas z trzema różnymi wynikami grupy krwi. Zdaniem trzech różnych laboratoriów ma grupę O Rh+, ARh+ albo ARh-. Obstawialiśmy nawet, który z tych wyników jest prawidziwy.

Po wysłaniu krwi do pracowni dawców RCKiK okazało się, że pacjentka ma grupę ARhDu. Dzięki temu wygrałem butelkę całkiem dobrego wina. 

sobota, 08 października 2011

 Odprawa.

Wszyscy lekarze już siedzą z historiami, nerwowo wertują dokumentacje i swoje notatki. Przychodzi Szef, siada, nie mówi nic.

Czekamy....

Nagle otwierają się drzwi, wchodzi doktor W. siada na krześle.

Chwilę potem pada sakramentalne pytanie "Co mamy dziś do jedzenia?"

To znak, że odprawę czas zacząć. 

 

 Po odprawie zostałem wypchnięty na posiedzenie komitetu transfuzjologicznego. Omawiano przypadek pacjentki, która po operacji wstawienia endoprotezy dostała 3j KKCz (całkiem zasłużenie zresztą). Przetoczenie skończyło się silną biegunką. Ktoś rzucił hasłem, że może to być pierwszy objaw wstrząsu poprzetoczeniowego i rozpętała się mała panika.

W końcu okazało się, że córka pacjentki postanowiła poratować mamusię przynosząc jej własnoręcznie przygotowaną kapustkę. Mamusia zjadła wszystko na raz i wyszło jej to bokiem (a raczej dołem). Na szczęście wstrząs pokapustny nie spowodował trwałego uszczerbku na zdrowiu chorej.

Pamiętam zresztą podobny przypadek - tam winna była fasolka po bretońsku, a pacjent z niedokrwistością zareagował salwą odgłosów wojennych. 

 

 Po komitecie dostała mi się sedacja przy gastroskopii. Pacjent 15 letni. W trakcie wywiadu przed sedacją okazuje się, że choruje na WZW typu C. HCV to skutek tatuażu - dziecko chciało mieć taką samą dziarę jak swój idol, rodzice ochoczo się zgodzili. Skończyło się wirusem i problemem do końca życia. 

środa, 28 września 2011

 Siedzę i przeglądam książkę prób zgodności.

Zza ściany słychać nagle niecenzuralne słowa o męskich narządach rozrodczych, kobietach lekkich obyczajów i inne takie tam. 

Ruszyliśmy z koleżanką sprawdzić z kim kłoci się koleżanka nazywana przez nas pieszczotliwie Pypetą.

Wchodzimy, patrzymy....

Pypeta wydziera się na wirówkę do wykonywania mikrotestów...

- Zepsuło się cholerstwo no!

 Ze śledztwa dotyczącego śmierci/zabójstwa wirówki wynikło co następuję: Pypeta wsadziła testy do wirówki, wcisnęła guziczek. Wirówka ruszyła, po chwili piardła i padła.

 Nie ma wyjścia - trzeba odpalić Raketę. Raketa to wirówka starszej generacji, nieco hałasująca podczas pracy (wydaje dźwięki jak startujący wahadłowiec).

Włożyliśmy probówki, wcisnęliśmy stosowne guziki i... nic. Wirówka nawet nie jęknęła. 

Bez ręcznej defibrylacji się nie obędzie!

Łupnąłem wirówkę dwa razy z pięści i... ruszyła!

Uwielbiam nowoczesne technologie;]

niedziela, 25 września 2011

 Awantura na bloku operacyjnym. Cud, że się nie zaczęli ciąć skalpelami i kłuć trokarami w ramach pojedynku w obronie honoru i zranionego ego.

Trwa operacja, chirurdzy sobie dłubią.

Asystujący prosi o narzędzie, pielęgniarka podaje. Słychać syk i brzęk narzędzia upadającego na podłogę.

A potem się zaczęło.

Doktor rzekł, że pielęgniarka źle podaje, za mocno i w ogóle on nie może tak pracować, nie może tak operować, bo narzędzia lecą. 

Pielęgniarka na to bardzo spokojnie, że doktor źle wystawił rękę, a ona tak podaje od wielu lat. Podobnie zresztą robią jej koleżanki, które od niej między innymi uczyły się instrumentować. 

Reakcją na kolejne wąty doktora było stwierdzenie, że miejsce dla delikatnych to raczej dermatologia, a nie chirurgia.

Rozgorzała więc dyskusja na temat tego jak należy instrumentować. Jako przykład dobrze pracującej pielęgniarki doktor wymienił siostrę PeŁan (która zwykła nazywać pean peŁanem). Atmosferę podgrzała instrumentariuszka "brudna" trzeźwym stwierdzeniem, że to co robi PeŁan trudno nazwać instrumentowaniem. Najczęściej bowiem rzuci narzędziem "na zielone" i operujący sam musi sobie narzędzie wziąć. 

Gorąca dyskusjo-awanturę zakończyło stwierdzenie ordynatora, że takie rzeczy trzeba załatwiać poza salą operacyjną. W obliczu koalicji chirurgiczo-anestezjologicznej zawiązanej w obronie siostry Ikony doktor skapitulował. Do końca zabiegu panowała grobowa cisza (nie licząc krótkich wydawanych co jakiś czas komend). 

Po zabiegu Ikona przeprosiła go co prawda za uwagi ad personam, ale doktor miał minę "ta zniewaga krwi wymaga" i nie wiadomo co to z tego będzie. 

sobota, 24 września 2011

Wywołałem na oddziale wielką konsternację ;]

 Pacjent do planowego zabiegu w znieczuleniu ogólnym.

Chory jest otyły co może dawać problemy z intubacją, proszę więc o otwarcie ust celem zbadania. 

Stan uzębienia pacjenta bardziej niż tragiczny, górne i dolne jedynki nadają się do generalnego remontu. Pytam pacjenta czy jest w stanie przed zabiegiem (termin ma za 2 tygodnie) zaliczyć wizytę u dentysty. Chory na to, że nie widzi takiej potrzeby. 

Poinformowałem go, że w czasie intubacji może dojść do uszkodzenia uzębienia. W jego przypadku ryzyko jest większe, bo intubacja może być trudna, a jedynki machają mu się na wszystkie strony.

Pacjent zagroził, że jak mu coś wyłamiemy to nas pozwie o odszkodowanie.

Skończyło się na tym, że zażądałem konsultacji stomatologa i ewentualnie wykonania RTG jeśli dentysta uzna, że są ku temu wskazania. 

 No więc ten tego tak.

Nowy szpital bardzo fajny i w ogóle ah, oh. Szef normalny, bez oznak choroby ordynatorskiej. Jedynie niektóre koleżanki sprawiają wrażenie jakby bały się własnego cienia i nie odpowiadają nawet na "dzień dobry". 

 Na pierwszy ogień trafił mi się pacjent z pękniętym wrzodem żołądka. Sprawę komplikowała nieco znaczna otyłość pacjenta (BMI dobijające do 50kg/m2). Jak się okazało pacjent od dawna wiedział, że ma chorobę wrzodową wymagającą leczenia, miał nawet skierowanie do szpitala na oddział gastroenterologii. Do szpitala wybierał się przez ponad rok i w końcu się na oddział nie położył - stwierdził, że jedzenie IPP w zupełności mu wystarczy.                             Skończyło się na trwającej prawie 7h operacji resekcyjnej i wywiezieniem na OIT.

 Przypomniał mi się pacjent, który przez blisko 2 lata wybierał się do nefrologa z powodu białkomoczu. W międzyczasie ostro sobie poimprezował i dorobił się uogólnionych obrzęków. Glomerulopatia (choroba kłębuszków nerkowych) powoli zżerała mu nerki. Wylądował w końcu na ostrej dializie z powodu masywnego przewodnienia. Dializował się w sumie 3 lata, potem go przeszczepili. 

 Miałem założyć dojście centralne jednemu z pacjentów. Wszystko już przygotowane, a pacjenta jak nie było tak nie ma. Okazało się, że pacjent znikł i nie wiadomo gdzie jest. Znaleziono go jednak chwilę potem - z paczką papierosów i torbą z McRzyga z pięcioma hamburgerami w środku. Jak się potem okazało pacjenci z sali nastraszyli go, że po założeniu wkłucia nie będzie mógł nic jeść i będziemy go żywić "dożylną paciają". 

sobota, 20 sierpnia 2011

 Szpital to coś w rodzaju małej ojczyzny. To co znajduje się poza murami szpitala to tzw. Świat. Czasami Świat przypomina sobie o nas i zaszczyca nas telefonem. Każdy kto odbierze telefon ze Świata orgazmuje się tym faktem co najmniej tydzień.

Telefonami wewnętrznymi nikt się tak nie orgazmuje. Być może dlatego, że są tylko trzycyfrowe ;]

***

 Wchodzę do dyżurki celem wykonania telefonu w sprawie pacjenta.

Pani doktor: Szef zamówił rozmowę. Ze Światem!

Mówiąc krótko czekamy aż pani Basia z centrali wsadzi odpowiednią wtyczkę w odpowiednie gniazdo i połączy rozmowę ;]

Chwilę potem pani Basia zadzwoniła z wieścią, że rozmowy nie będzie - widocznie szef okazał się niegodzien zainteresowania ze strony Świata. Udał się do swego gabinetu aby w samotności przeżywać tą życiową porażkę ;]

***

 Sekretariat.

Stoi w nim telefono-fakso-cudowna maszyna robiąca wiele strasznych rzeczy.

Rezydentka: a jak się z tego ustrojstwa dzwoni?

Ja: a gdzie chcesz dzwonić?

Rezydentka: do kliniki gdzie leczona była pacjentka.

Ja: w Świat z tego urządzenia umie dzwonić tylko pani Ania!

piątek, 12 sierpnia 2011

Obchód.

Pacjentka: panie doktorze, bo mnie za pod mostkiem boli!

Ordynator: proszę pokazać, w którym miejscu klatki piersiowej dokładnie panią boli.

Pacjentka: stomatolog mi mostek zrobił tydzień temu i od wczoraj boli mnie pod nim dziąsło.

Potem otworzyła buzię i pokazała palcem.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36