Z życia pewnego szpitala.
Blog > Komentarze do wpisu

Technologia kosmiczna

 Siedzę i przeglądam książkę prób zgodności.

Zza ściany słychać nagle niecenzuralne słowa o męskich narządach rozrodczych, kobietach lekkich obyczajów i inne takie tam. 

Ruszyliśmy z koleżanką sprawdzić z kim kłoci się koleżanka nazywana przez nas pieszczotliwie Pypetą.

Wchodzimy, patrzymy....

Pypeta wydziera się na wirówkę do wykonywania mikrotestów...

- Zepsuło się cholerstwo no!

 Ze śledztwa dotyczącego śmierci/zabójstwa wirówki wynikło co następuję: Pypeta wsadziła testy do wirówki, wcisnęła guziczek. Wirówka ruszyła, po chwili piardła i padła.

 Nie ma wyjścia - trzeba odpalić Raketę. Raketa to wirówka starszej generacji, nieco hałasująca podczas pracy (wydaje dźwięki jak startujący wahadłowiec).

Włożyliśmy probówki, wcisnęliśmy stosowne guziki i... nic. Wirówka nawet nie jęknęła. 

Bez ręcznej defibrylacji się nie obędzie!

Łupnąłem wirówkę dwa razy z pięści i... ruszyła!

Uwielbiam nowoczesne technologie;]

środa, 28 września 2011, morphiusz
Komentarze
2011/09/28 14:29:12
3

Grunt, to być posiadaczem rąk,które leczą (wszystko i na wszystko).

BTW - swoją drogą, je.. tzn. psuje mi się w laptopie twardy dysk, może być coś zdziałał ?
-
2011/09/28 14:51:40
Kolejny przykład na to,że nowe nie zawsze znaczy lepsze :)
-
Gość: poziomka, adsl-76-222-60-160.dsl.emhril.sbcglobal.net
2011/09/28 15:36:38
"gniotsa nie lamiotsa" ;))))
-
Gość: Nek, 77-254-196-24.adsl.inetia.pl
2011/09/28 17:16:29
No tak, ale trzeba było pięścią też w nową spróbować walnąć... dopiero byłoby porównanie technologii...
-
2011/09/28 18:48:44
To się fachowo nazywa percussive maintenance. Z hasła w angielskiej Wikipedii:

W 1969 w czasie misji Apollo 12 Pete Conrad pracował ze sprzętem zwanym ALSEP. Próbował wyjąć źródło zasilania ze skrzynki by włożyć je do urządzenia, ale miał z tym kłopoty. Alan Bean zasugerował uderzenie młotkiem. Conrad początkowo się opierał, ale w końcu stuknął. Podziałało, na co Bean uknuł powiedzenie "nie przybywaj na Księżyc bez młotka"
-
2011/09/28 23:24:58
Ja tak próbowałam kiedyś pralkę naprawić...ni huhu ... tylko coś tam małego urwałam, mamuśka wściekła jak osa :]
-
Gość: Gosiu, acln25.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/09/29 15:19:23
Niektóre nowsze sprzęty reagują na groźby słowne "ooooo jak ci sformatuje dysk c, zobaczysz!":)
Na ćwiczeniach z fizjologii mieliśmy taką radziecką machinę do wirowania.
"aaale! źle pani ustawia to pokrętło! to się w drugą stronę kręci!"
" o przepraszam pani doktor, nie wiedziałam"
"przecież tu jest napisane!"
Jest , i owszem, ale moje pokolenie już sobie z cyrylica nie radzi:)
-
2011/09/29 15:57:28
To chyba domena mężczyzn, ja mogę sobie łupać ad mortem defecatam (czy defecatum?), i nic - małżonek przyjdzie i łupnie (albo, co bardziej irytujące, spojrzy) i sprzęt magicznie się naprawia. Też tak chcę - jedynym, co w moim przypadku kiedykolwiek zadziałało, było skakanie po modemie - ożył, owszem, nie na długo, ale jednak.
-
2011/09/29 20:17:31

No, Morfeuszu. To już wiadomo, kogo trza było wystawić do dra Kliczki zamiast Górala. Łupnąłbyś dwa razy z piąchy i byłby spokój ;)

ATSD zastanawiam się, czy sprzęt medyczny projektowany jest tak, by się po paru latach rozkraczył, jak ma to miejsce w przypadku sprzętu dla masowego odbiorcy - polecam artykuł "Ktoś nas robi w konia"z 37 i 38 nru "Angory" - leżą na Chomiku:

I tak trafiłem na nazwę PHOEBUS. To był kartel, zrzeszający producentów żarówek. W skład tego czcigodnego grona wchodziły takie tuzy, jak Osram, Philips, Tungsram,
General Electric i jeszcze paru.
Zmówiły się one 23 grudnia 1924 roku w pewnej sprawie. Otóż do lat 20. XX wieku trwał wyścig, szalona konkurencja wytwórców źródeł światła, opatentowanych przez imć
T.A. Edisona w 1879 roku. Prześcigali się oni w tym, jak długo ich żarówki
będą świecić: tysiąc godzin, dwa tysiące, trzy tysiące. Dalsze wydłużanie
trwałości żarówek groziło zagładą całej branży! Wieczna żarówka
była koszmarnym snem menedżerów.
Więc się umówili: tysiąc godzin i ani jednej dłużej. Podpisali stosowny glejt i firma, która nie przestrzegała tej zasady i zdarzyło jej się wyprodukować długowieczną żarówkę,
musiała płacić karę...


Z doświadczenia wiem, że na telefony komórkowe klapsy nie działają...

Pozdr.,

Koziołek

DOKTOR STRZAŁA


-
Gość: gruzlica, 79.139.100.11*
2011/09/30 22:49:13
Morf, wreszcie jesteś! *,*
znam tą technikę naprawiania, jest niezawodna, czy to telewizor, czy pralka :D

pozdrowienia z Wrocławia,
TB
-
2011/10/03 08:12:06
@morphiusz: korci mnie, żeby zacząć namawiać do naprawienia tym sposobem, ewidentnie zepsutych, polskich polityków. I to niezależnie od opcji, którą reprezentują.

@koziolek_matolek: Ty się zgubiłeś gdzieś po drodze. Już od dawna (ale roku nie podam) najwięksi z różnych dziedzin, przekonują nas że MARKA to teraz nie znaczy jakość. Marka to teraz tylko ZNAK, który przekłada się bezpośrednio jedynie na punkty lansu. Spodnie od Wietnamczyka, które od jakiegoś czasu trwalsze są od tych firmowych, tych punktów nie dają. Tego się koncerny, przez najbliższe lata będą trzymać. W imię ojca i ducha i wzrostu gospodarczego.

Królik Doświadczalny
-
Gość: , dynamic-78-8-132-197.ssp.dialog.net.pl
2011/10/03 13:58:18
morph, w wolnej chwili poproszę Cię o kontakt.
niestety po formacie- nie mam listy kontaktów gg, a mam kilka luźnych spraw do podpytania ciebie ;-)
to mówiłam ja- weronkaka
-
Gość: nika, public-gprs146115.centertel.pl
2011/10/03 19:24:06
@ squirk
Bez wątpienia "ad mortem defecatam". W łacinie, jak w polskim przymiotnik uzgadniasz z rzeczownikiem. "Mors", "mortis" jest rodzaju żeńskiego.
-
2011/10/04 17:46:38
Cuda panie cuda:)
Ale mnie jakoś szkoda moich rąk, znając życie zamiast naprawić sprzęt, zepsułabym łapę:)
-
2011/10/05 16:20:12
Nika, dziękuję :-)
-
2011/10/06 22:24:46

krolik.doswiadczalny

Jako zawodowo mającydoczynienia z picowaniem, nakręcaniem i innym markietingiem, od dobrych jedenastu lat nie posiadam wianka naiwności i wiary, jeżeli chodzi o reklamę oraz tak zwane marki :)
Jesteśmy niestety dymani na każdym kroku i obawiam się, że tylko część firm robi to na tyle brutalnie, że mamy tego świadomość...

Jakiś czas temu przetrząsałem sieć pod kątem ewentualnego sprowadzenia z Chin ciuchów (korzystając z tego, że miałem akurat wolne nieco miejsca w jadącym do mnie kontenerze) i zdębiałem - koszt PORZĄDNIE ODSZYTYCH DŻINSÓW - były też sporo tańsze - to ok. 8 yuanów. Po dzisiejszym kursie ok. 4 zł. Doliczając transport, cło i VAT spodzień wychodził siakieś 6 zł. Wystarczy przyszyć odpowiednią metkę i kroić x 10, i to na wyprzedaży ;)


Pozdr.,

Koziołek

DOKTOR STRZAŁA



-
2011/10/08 21:40:15
Podejrzewam, że wcale nie musiałbyś przyszywać metek. Uczynni skośnoocy przyszyją Ci każdą, jaką im wcześniej przyślesz, lub wybierzesz z ich szerokiego asortymentu. Do tego przyślą Ci te porcięta z każdym, jakiego sobie zażyczysz pozwoleniem, certyfikatem, czy innym kwitem. A, gdybym tylko odnalazł gdzieś w sieci nagranie radiowe, w którym rodzimi importerzy opowiadają, jak to zarzynają się, nieomal dopłacając do towaru. Jak to rezygnują z zysków, z czystej miłości do swych klientów. Jak to wkrótce ostatecznie pójdą z torbami. To mielibyśmy wspaniałą dźwiękową ilustrację do tej rozmowy. ;)

Królik Doświadczalny