Z życia pewnego szpitala.
Blog > Komentarze do wpisu

***

Bać się śmierci, o szlachetni, jest tym samym co mieć się za mądrego nim nie będąc; gdyż jest to mniemać, że się wie to, czego się nie wie. Nikt nie wie, czy śmierć nie okaże się największym błogosławieństwem dla ludzkiej istoty, a jednak ludzie boją się jej, jak gdyby posiadali niezbitą pewność, że jest największym z nieszczęść. 

Sokrates

 

 Telefon.

"Z Panem X. jest bardzo źle. Leki nie pomagają". 

Pan X. ma raka. W stadium terminalnym. Staramy ulżyć się jego cierpieniu i pozwolić mu godnie umrzeć. Nie udało nam się mu pomóc więc przynajmniej tyle możemy dla niego zrobić. 

Idę na oddział. Wchodzę na salę pana X. i proszę rodzinę o opuszczenie sali na kilka chwil. Rozmawiam z pacjentem, oglądam badania i zapisuję wyższą dawkę leków przeciwbólowych. 

Po wyjściu z sali atakuje mnie rodzina pytając "ile czasu mu jeszcze zostało?". Odpowiadam zgodnie z prawdą, że bardzo niewiele. Zwykle słyszę wtedy od rodziny odpowiedzi typu: "Ale siostra przyleciała ze Stanów i musi z ojcem porozmawiać", "brat jest z ojcem skonfliktowany musza się pogodzić".

Zawsze zastanawiam się dlaczego nie można było zrobić tego wcześniej. Co czuje syn/córka, który nie zdążył i nie powiedział ojcu/matce, że kocha i nie ma żalu za to co stało się X lat temu. 

Pan X. prosi księdza. Dzwonię, proszę o szybkie przybycie. 

Ksiądz przyjeżdża, udziela panu X. ostatniego sakramentu. 

Pan X. umiera. Dyskretnie daję znam księdzu - wychodzimy z sali. To chwila dla rodziny.

Zapraszam księdza do dyżurki, robię mocną kawę. Milczymy długą chwilę. Nagle ksiądz pyta: "kto tym razem nie zdążył?". Kolejny raz zastanawiam się dlaczego takie rzeczy zostawia się na ostatnią chwilę.

***

O pewnych rzeczach nie piszę się i nie mówi - są tabu, o którym ludzie boją się rozmawiać. Uważają, że to ich nie dotyczy, nigdy nie dotknie ich rodziny bezpośrednio. 

Dlatego właśnie o tym napisałem. 

piątek, 23 stycznia 2009, morphiusz
Komentarze
2009/01/23 19:00:54
A ja myślę, że dopiero w takich chwilach ludzie uświadamiają sobie pewne rzeczy...
-
Gość: iness, apn-77-114-81-188.gprs.plus.pl
2009/01/23 19:24:42
tak się dzieje, bo ciągle nam się wydaje że najbliżsi są wieczni. Nie przyjmujemy do wiadomości, że babcia, dziadek, tato cz inny bliski może umrzeć. Poza tym, nie potrafimy rozmawiać o uczuciach, odczuciach i wrażeniach. Sami ranimy bliskich i bliscy nas ranią. A my zamiast głośno wyrazić swoje żale obrażamy się i potem często jest za późno na słowo przepraszam.
-
Gość: tyśka, pc-nest02-26.sikornik.net
2009/01/23 19:46:33
Hm...moim zdaniem to przez nasz egoizm.To,że chcemy się z kimś pogodzić w jego ostatniej chwili jest przejawem uczuć wyższych,na jakie nas po prostu w normalnych warunkach nie stać.Mówcie,co chcecie,ale mimo wszystko uważam,że zwierzęta stoją ponad człowiekiem.Bo weźmy takiego np psa.Jeśli przygarniesz zdychającego z głodu psa i zapewnisz mu dobrobyt,nigdy Cię nie ugryzie.Oto naczelna różnica między psem i człowiekiem.Człowiek jest fałszywy i to właśnie ma zapisane w naturze.A że jest do tego obłudny to myśli,że wykrzyczenie do lekarza,kogo jeszcze trzeba z umierającym pogodzić odwlecze odejście bliskiego.
-
Gość: qbek, dhu203.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/01/23 19:56:37
to jest przykre, ale sama prawda co tu napisano, wiele takich historii słyszałem, jedna doświadczyłem w rodzinie z tym, że zdąrzył sie pogodzic....
szkoda tylko, że dr morfeusz powiela pisanie o sakramencie namaszczenia chorych jako o ostatnim, to nie jest ostatni, on ma pomóc w uzdrowieniu a nie przejściu na drugą stronę, nie przyjmuje sie go tylko jak sie umiera, potem ludzie tego nie świadomi zwlekaja do ostatniej chwili, bo przeciez jeszcze nie umierają, (wybaczymy jesli się poprawi w przyszłości :) )
historia prawdziwa: rodzina dzwowni do księdza z proźba o sakrament 5 godzin po orzeczeniu śmierci przez lekarza, jaki sens...

lecz ogólnie: oby dalej taki blog, dobrze, że jest
-
2009/01/23 20:00:32
Wiesz, Morfi, w mojej rodzinie śmierć jest jak tornado, zabiera często i coraz więcej. Kiedyś myślałam, że to fatum - w jeden rok odeszło pięć bliskich mi osób. Teraz wiem, że tak musi być i tyle. Śmierc nas przeraża, bo niby każdy wierzy w jakąś formę nieba, ale nie jest przekonany, czy ona rzeczywiście jest... A żyjąc pełnią życia, z tą energią: "wszystko mogę", liczy się na to, że to nie JA ugnę swoje kolano przed kimś, nie schylę głowy. A potem okazuje się, że nie ma czasu, i dumę chowa się do kieszeni. Szacunek dla umierającego tak nakazuje... Co nie zmienia faktu, że to złe bardzo. Żyć w nienawiści, chować urazy. Ale ja podobno jestem przewrażliwiona na tym punkcie.
-
Gość: na-rozstaju, 212.160.194.6*
2009/01/23 20:06:56
@tyska istnieje teoria, że tym, co odróżnia ludzi od innych zwierząt jest właśnie daleko rozwinięta inteligencja makiaweliczna (czyt. zdolności oszukiwania i manipulacji). smutne acz prawdziwe

Morfi, po raz kolejny przeszły mnie ciary po lekturze tego bloga. kolejny raz zostałam sprowadzona na ziemię. dziękuję.
-
Gość: , 193.238.12.23*
2009/01/23 22:27:45
U mojego brata rak przyszedł nagle i niespodziewanie zabrał go bardzo szybko. Nigdy nie odbyliśmy szczerej rozmowy na ten temat chociaż obaj wiedzieliśmy że to koniec. Nie było chyba nikogo kto miał zdążyć. Wszyscy bliscy byliśmy przy jego śmierci.

Od tego czasu staram się żyć inaczej.

Niestety prawda jest taka że gdyby nie utrata brata to nic bym nie zrozumiał z wpisu Morfeusza.
-
2009/01/23 22:49:45
tak już jest... a potem po latach na terapii okazuje się, jak bardzo ludzi boli, ze się kiedyś nie zdążyli pożęgnać z kimś bliskim.... Dobrze, że są sposoby na ten ból i dobry terapeuta umie pomóc zaleczyć tę ranę...
-
2009/01/23 23:24:22
@qbek:
"zkoda tylko, że dr morfeusz powiela pisanie o sakramencie namaszczenia chorych jako o ostatnim, to nie jest ostatni, on ma pomóc w uzdrowieniu a nie przejściu na drugą stronę, nie przyjmuje sie go tylko jak sie umiera, potem ludzie tego nie świadomi zwlekaja do ostatniej chwili, bo przeciez jeszcze nie umierają, (wybaczymy jesli się poprawi w przyszłości :) )"

Nigdzie nie napisałem, że ksiądz udzielił pacjentowi sakramentu namaszczenia chorych. Pacjent został wyspowiadany i otrzymał Komunię. Niedługo potem zmarł więc to był ostatni przyjęty przez niego sakrament i taki był sens tego wyrażenia w tym wypadku.

Ten sakrament jest de facto ostatni (bo jest ostatnim sakramentem jaki może przyjąć człowiek) - stąd bardzo długo (do soboru) był nazywany extrema unctio co na język polski tłumaczono jako ostatnie namaszczenie i był udzielany w chwili śmierci (ładnie to się nazywa in extremis). Potem to się zmieniło, zmieniła się nazwa i podejście do sakramentu.
W tej chwili sakramentu udziela się osobom poważnie chorym, osobom starszym i osobom w bezpośrednim zagrożeniu śmiercią.

"historia prawdziwa: rodzina dzwowni do księdza z proźba o sakrament 5 godzin po orzeczeniu śmierci przez lekarza, jaki sens..."

no w tym wypadku kapłan namaszczenia nie udzieli. Natomiast jest możliwość udzielenia go osobie, co do której są wątpliwości czy żyje czy nie:
"W wątpliwości, czy chory osiągnął używanie rozumu, czy poważnie choruje albo czy rzeczywiście już umarł, należy udzielić tego sakramentu."

CIC mam akurat obstukany ;)
-
2009/01/23 23:26:35
Czemu ludzie czekają z tym na ostatnią chwilę pytasz? Myślę, że w swoim zacietrzewieniu mają przekonanie o swojej racji w sporze, którego przyczyny często już nie pamiętają. I może w tej ostatniej chwili dociera do nich zamiast chorych racji i ambicji zwycięstwa za wszelką cenę, jak są winni takiej sytuacji, jak nieludzcy, nieczuli, pozbawieni uczuć wyższych byli w tej sprawie przez długi czas. Wtedy chcą odpuszczenia winy, odkupienia od umierającego człowieka, który jest prawdziwy bo nie ma nic do ugrania z naszych małych, partykularnych interesików. Oni często nie chcą zdążyć ze względu na umierającego. Chcą zdążyć ze względu na siebie. A od umierającego nadal czegoś chcą, tym razem, żeby czekał i wybaczył.
-
Gość: matrika, 088156065007.bsk.vectranet.pl
2009/01/24 11:53:52
witaj!
po raz pierwszy porwę się na skomentowanie tekstu :) a czytam od bardzo dawna :)

koniec optymizmu. a może dopiero początek. człowiek zaczyna żyć naprawdę kiedy uświadamia sobie, że umrze. straszne i piękne zarazem. można powiedzieć że najbardziej czuje, że żyje ten kto wie, że śmierć przyjdzie niedługo. przynajmniej wg mnie.
co do czekania na ostatnią chwilę - czy nie mamy tak ze wszystkim? zaraz, zdążę, za chwilę, jutro, za rok. a co jak mi cegła na głowę spadnie w tym momencie i nawet tego co piszę nie dokończę?

trudne to, ale kto powiedział że życie ma być proste...?
-
2009/01/24 12:46:07
5 lutego minie 5 lat od śmierci mojej MAMUSI (tak zawsze do Niej mówiłam). Zdążyliśmy........................... Bo Mama nie bała się mówić i przygotowywać nas na nieuchronne. Wszystko miała gotowe, ale dla mnie to oczywiście i tak było za wcześnie. Pogodzić się i odejść - tak chciałabym, ale nie wiem, czy umiem, czy mam tyle siły i odwagi.....
-
2009/01/24 12:52:08
Nie chcemy rozmawiać o śmierci, o tym, jak zachować się w momencie, gdy odchodzi ta bliska osoba. Jako ponowoczesne społeczeństwo wyrzuciliśmy śmierć za margines naszego życia, bo wydaje nam się, z jeśli nie będziemy o niej mówić, to jej nie bedzie; albo że dotyczy nas. Prowadziłam kiedyś wykład dla starszych osób nt. śmierci w kulturze; oczywiście, że zeszło nam na współczesność. Okazało sie, że ci ludzie chcą rozmawiać o tym, że odejda, chcą niejako wydać ostatnie ,,dyspozycje" (różnie rozumiane, nie tylko o sprawy materialne chodzi), ale... nie mają z kim. Bo dzieci je zbywają, dla wnuków temat odległy. Piękna akacja GW, aby przywrócić godność umierającym (czyt. uświadomienie tak oczywistej rzeczy, że śmierć jest elementem życia) być może dotrze choć do części osób. Zastanawiam się, jak to jest z perspektywy lekarza: trudny temat - jak rozmawiać o tym z pacjentem?
-
Gość: sinlessangel, d90-141-121-53.cust.tele2.pl
2009/01/24 13:22:42
taaaa... kiedyś opiekowałam się kobietą, której lekarze dawali góra 3 miesiące, kobieta przeżyła jeszcze rok... nie była w stanie mówić, ruszać się, ciało rozkładało się na naszych oczach... ale mimo wszystko cały czas czekała... czekała podobno na córkę która wyjechała z Irlandii żeby się z nią pożegnać przed śmiercią. Córka dzięki naleganiom rodziny przyjechała, jednak za późno - na pogrzeb. To tyle.

Poza tym to fajnie się tak ocenia innych... ale dopóki się nie znajdziemy w takiej sytuacji nie jesteśmy w stanie ocenić jak sami byśmy się zachowali...
-
2009/01/24 14:03:18
Myślę, że ludzie czekają często z lenistwa. Boją się zmian, jakie nieuchronnie przyniosłaby szczera, poważna rozmowa, wybaczenie - zmian, z którymi musieliby nauczyć się żyć. Odwlekają na ostatnią chwilę, bo możliwość zmian idzie z umierającym do ziemi.
-
2009/01/24 14:15:12
Bo wcześniej nie pamiętamy o śmierci, nie chcemy o niej myśleć. Nie chcemy mieć przeczucia, że możemy się spóźnić i nie zdążyć więc odkładamy godzenie się. Odkładamy i odkładamy i przypomina nam się gdy jest już za późno.
Kiedyś sama się spóźniłam...
-
Gość: Exigeant, cpc1-bigg1-0-0-cust558.lutn.cable.ntl.com
2009/01/25 01:09:54
Morfeusz. Czytam Twoje teksty od zawsze ;) Właśnie uzmysłowiłeś mi coś ważnego. Dzięki,
-
2009/01/25 13:19:56
kiedyś rodziny mieszkały wielopokoleniowo, śmierć była czymś nieuchronnym, bolesnym ale NATURALNYM. ludzie zwykle umierali w domach - brat mojej babci z bardzo zaawansowanym rakiem wrócił do domu, żeby tam odejść. zdążyłam pojechać na wieś, żeby się pożegnać. nie mówił już, ale wystarczyło, żesmy sobie posiedzieli razem i potrzymali za ręce. to chyba najpiękniejsze doświadczenie w moim życiu.
ja miałam pecha, wszyscy moi bliscy (dziadkowie i mama) umierali w szpitalach. zwykle w samotnosci, bo przecież nie wpuszczą 18-latki na oddział, bo "histeryzuje", że jej matka umiera (tak, to moje doświadczenie osobiste ze szpitala bródnowskiego w stolnicy) i na pewno jest "naćpana" (a nie spałam 3 noce ze stresu...)...
śmierć jest "brzydka", dlatego nagle się stała tabu. w dobie wyfotoszopowanych modelek i lukru a la paris hilton nie ma miejsca na śmierć, na odejście z godnoscią. w codziennym zabieganiu nie ma miejsca na uważność w stosunku do naszych bliskich. zawsze się znajdzie jakaś dobra wymówka (ja też znajdowałam takowe, mea culpa).
śmierć wprawia nas w zakłopotanie, przeraża, o śmierci się milczy, zrozpaczonych po stracie sie nie pociesza, tylko każe "wziąć w garść" (jak ja tego nienawidzę! ychhh!).
wiesz, Morfeusz, dobrze, że są tacy lekarze jak Ty. znam osobiście tylko kilkoro, którzy nie traktują ludzi (szczególnie starych, chorych i na progu śmierci) jak śmieci. dzięki!
-
Gość: kaka, 19-tami.tami.pl
2009/01/26 08:05:34
Na obiad zdecydowanie jarzynowa :-) A tak na serio, karzdy z Twoich wpisów niesie ze sobą przekaz. To o chorobiie , życiu, sytuacji lecznictwa. Wszystko po trochu. Jest dobrze ,choć mogłoby być więcej.
Do przodu , pozdrawaim.
-
Gość: pigi, 217.98.20.19*
2009/01/26 11:49:16
Śmierć jest straszna bo zabiera nam bliskich, pozostawia pustkę, żal, smutek czasami rozpacz. Tato chorował (pierwszy zawał w wieku 30 lat) ale w moim przekonaniu był niezniszczalny, z każdego załamania wychodził zawsze obronną ręką. Jego śmierć była zaskoczeniem, szokiem... nie zdążyłam (i nie chciałabym) powiedzieć mu "żegnaj" bo chcę by był zawsze z nami pod jakąkolwiek postacią. Ale cieszę się, że nasze relacje były dobre a wszystko od razu wyjaśniane. W końcu mamy takie same charakterki :)
-
Gość: czekolad-not, 125-bi1-3.acn.waw.pl
2009/01/26 21:01:33
dobrze, że o tym piszesz. tylko edukacja może pomóc w tym społeczeństwie znieczulonym ...
-
Gość: jolka, aazw6.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/01/27 13:37:39
dziękuję, szkoda, że takich lekarzy tak rozpaczliwie, tak skandalicznie, tak nieprawdopodobnie mało....
-
Gość: , 193.111.166.13*
2009/08/27 14:09:03
Witam, jak widzę dawno tu nikogo nie było i powiem wam szczerze, że tonie to że myślimy że bliski zmarły jeszcze długo pozyje i zdąrzymy się z nim pogodzić ble, ble ...to nie to tylko ta złość, upartość zawziętośc która w nas siedzi nie pozwala podać wcześniej ręki. Myśli się wtedy że dlaczego ja mam się naginać to ten bliski zadła mi ból niech on przeprasza.... i co?.............. już tej bliskiej osoby nie ma !!!!
pozdrawiam