Z życia pewnego szpitala.
Blog > Komentarze do wpisu

Trałma tim

 Wracając do ćwiczeń z anatomii ;)

Stałym elementem programu było pożyczanie i podkradanie preparatów. Wszystko zaczynało się od podejrzenia co technicy dali w zestawie konkurencji. Potem trzeba było się przyjrzeć co jest warte pożyczenia. Niektórzy asystenci wykorzystywali zamieszanie i pokradali różne preparaty gdy nikt nie widział.

W wypadku pożyczania wynikały niekiedy śmieszne sytuacje:

A: Jakiego masz ładnego członka. Pożyczysz? Bo nasz taki poogryzany jakby się na niego studentki rzuciły.

B: później. Moja grupa jeszcze się nim nie nacieszyła

 

X: podkradłem Wam rdzeń kręgowy, bo ładnie  na nim conus terminalis widać.

 

Y: pożycz nam mózg, bo widzę, że przekroje i capsulę internę omawiasz to Ci nie będzie narazie potrzebny.

Z: a co nie dali Ci?

Y: dali ale jakieś chińskie chyba.

Z: chińskie?

Y: takie małe i nic na nim nie widać.

 

Więcej grzechów nie pamiętam ;)

***

SOR...

Mam pacjenta z urazem oka. Badam go przy pomocy lampy szczelinowej (wygląda to np. tak i służy do badania przedniego odcinka oka). Nagle do ciemni wpada pielęgniarka i mówi, że wiozą nam pacjenta w stanie ciężkim i mamy być gotowi na fajerwerki. Zebrał się zespół lekarski, wszystko przygotowane. Przywieźli nam... pacjentkę z mocnym bólem miesiączkowym. Jakby nie patrzeć stan ciężki. Nastała nieznośna cisza, którą przerwał nasz chirurg stwierdzeniem: "do pacjenta ze sraczką wezwalibyście helikopter?".

Mieliśmy pacjenta z ostro zmasakrowanymi ścięgnami. Obejrzałem, wezwałem ortopedę. Pan doktor był wielce zdziwiony, bo to tylko ścięgna i przecież ratunkowy zszyć może. Wszak lekarz ratunkowy jest omnibusem i z ortopedii wie praktycznie wszystko. Podobnie z interny, chirurgii, okulistyki, laryngologii, neurologii i paru innych dyscyplin. Wytłumaczyliśmy panu doktorowi, że lekarz ratunkowy nie jest lekarzem od wszystkiego - gdyby był cała obsada ortopedii już dawno poszłaby z torbami.

 Rodzina przywiozła babcię z "ciężką chorobą". Babcia się leczy na nadciśnienie i niby miała duszność. Koniecznie musi zostać w szpitalu. Koniecznie. Rodzina pewnie chce sobie jechać na przedświąteczną wycieczkę zagraniczną i nie ma z kim biedaczki zostawić. Być może babcia nie pasuje do wystroju i mebli. Oddadzą ją więc do przechowalni (czytaj szpitala). Potem ją odbiorą... albo oddadzą do domu opieki.

sobota, 06 grudnia 2008, morphiusz
Komentarze
2008/12/06 19:18:42
Ach wy mężczyźni ;) nie wiecie że bóle miesiączkowe to prawie zagrożenie życia ;)))


Babeczki szkoda.

A co do anatomii to tekst z mózgiem był przedni, ni powiem który jeszcze :) domyślcie się ;)))
-
2008/12/06 19:46:16
Ta omnibusowatosc Ratunkowego jest pewnego rodzaju pulapka... Przyzwyczaisz ludzi ze robisz wszystko - a oni kawusia, brydzyk i dyzurek sobie leci.... Internisci zajma sie jedynie wypisywaniem recept a' 200PLN, ortopedzi nie zejda do niczego co nie jest hip replacement (wiadomo- trzeba jakos ominac kolejke, a to kosztuje), okulista zaszyje sie calkowicie w prywatnym gabinecie - a Tobie zostana rece do ziemi i garb ;D Co jest niestety jedynym pewnym nastepstwem nadmiaru roboty...
-
2008/12/06 19:47:55
3 razy wzywałam pogotowie do babci. 2 razy usłyszałam, że jestem wredną wnuczką, która chce się jej pozbyć. Za trzecim razem zaś się okazało, że pod moją nieobecność (opiekował się nią jej drugi wnuk) miała wylew i nabawiła się do spółki zapalenia płuc i infekcji dróg moczowych. Podczas wizyt lekarskich - spinała się i robiła niezłe wrażenie... 2 tygodnie przed jej śmiercią usłyszałam od przyjmującej ją do szpitala lekarki, ze histeryzuję i przesadzam, ale 'trudno, przyjmie' ją. Następnego dnia od tej samej, dostałam opierdziel, ze czemu tak późno... Róznie to bywa, a pozory mogą mylić.
-
2008/12/06 20:15:25
Często babcie oddaje się na psychiatryczny. Wiadomo, tam długa hospitalizacja nikogo nie dziwi. Na pocz 80-tych była taka babuleńka na oddziale. Niania i służąca w jednej osobie. Od swoich nastoletnich lat w tej rodzinie, czyli jeszcze gdzieś tak z czasów pierszej wojny. Nie założyła własnej rodziny, odchowała jak czuła matka kilka pokoleń rodziny pryncypałów, spała w kuchni całe życie na polówce. A jak już przestała sobie radzić to ją oddali do psychiatryka. I ona chodziła biedna i zagubiona nocami po oddziałe, płakała i wołała "mamo, mamoooo!".
-
2008/12/06 20:30:36
Agregat to co napisałeś to smutne było :(
-
Gość: heimat, chello089076029235.chello.pl
2008/12/06 21:07:45
no, zagotowało się we mnie po tej historii z tą babcią. Jak można?
-
Gość: Alia, chello089077121132.chello.pl
2008/12/06 21:09:21
Moja teściowa opiekuje się jedną swoją starszą krewną. Choć opieka to nie jest dobre słowo - "ciotka" do niedawna jeszcze była bardzo sprawna, więc teściowa zawsze była tylko pod telefonem i od czasu do czasu zajrzała. Ostatnio ciotka źle się poczuła, miała gorączkę kilka dni, było jej słabo, miała problemy z wstaniem. W końcu teściowa wezwała pogotowie. Została objechana, że to zbyt mało poważna sprawa, kazali jej wezwać internistę na wizytę domową. Internista stwierdził, że to pewnie zatrucie albo przeziębienie. Następnego dnia było jeszcze gorzej. Tym razem pogotowie przyjechało i lekarz był przerażony, dlaczego pacjentka nie trafiła do niego wcześniej. Co się okazało po badaniach? Wodonercze. A po tygodniu w szpitalu wyszło, że nerka jest martwa, w poniedziałek będzie usuwana. Mam tylko nadzieję, że ciotka przeżyje narkozę.
-
2008/12/06 23:45:28
U nas też zaczyna się sezon, zjeżdżają stali świąteczni bywalcy. Najczęściej bez wskazań do hospitalizacji. Wskazania się znajdą, jak się na 3-4 dni odstawi leki albo ograniczy płyny, albo przeciwnie, pozwoli się pić do woli, "żeby tatuś nerki przepłukał"... Przyjadą drugi raz i nie będzie już można odesłać. Rodzina przy okazji awanturę zrobi, że z ciężko chorym już 3 dni temu byli i konował nie przyjął. A po świętach, kiedy już człowiek będzie się starał uzdrowionego do domu wypisać, usłyszy "Pani żartuje! Pojutrze? Mnie od jutra rury wymieniają! Nie ma mowy".
Przykro patrzeć, jak znika wtedy uśmiech z twarzy pacjenta.
-
2008/12/07 00:00:12
@Abnegat to nie do końca tak ;) Ja też chodzę na ortopedię, internę, chirurgię jako anest i wiadomo, że jak oni nie przyjdą do mnie to ja mogę nie przyjść do nich ;)
Jak dzwonimy to i chcemy konsultację to ją mamy bez problemu. Jęczą nieliczni ale po rozmowie z dyrektorem przestają jęczeć.

@Daria wiem, że pozory mylą. W tym wypadku jednak rodzinie się wymsknęło, że jadą sobie w ciepłe kraje. Jeśli dodać do tego babcię, która jest w zasadzie zdrowa (stabilne nadciśnienie nie wymaga hospitalizacji) i którą nie ma się kto zająć (bo reszta rodziny daleko) to wniosek jest w zasadzie jasny.

To i tak preludium do tego co będzie sie działo przed świętami. Wtedy na SOR mamy zatrzęsienie starszych osób, którym nagle coś tam się pogorszyło.
-
Gość: Minerwa, cqa217.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/12/07 00:14:44
Morphiuszu, "nie jestem lekarzem, ale byłem pacjentem" :) I z doświadczenia rodzinnego wiem, że w Święta, jedne lub drugie, zawsze coś musiało się skichać. I to nie z przejedzenia ani zadławienia ością, bynajmniej. Jako dziecię niebożę wyhodowałam sobie w pewną Wielkanoc ropny wrzód w nosie, mój brat dostał zapalenia ślepej kiszki, w wersji soft byliśmy w Święta przeziębieni i wywalała nam ciężka gorączka albo wręcz problemy oddechowe od spuchniętego gardła...
Święta, kiedy nic się nie działo, były zapisywane białą kredą w kominie jako ewenement i dowód szczególniejszej łaski Bożej. Więc może te babcie-dziadkowie ze świątecznym pogorszeniem też tak mają?..
-
2008/12/07 10:29:38
morphiusz
jeśli się wymsknęło, to odszczekuję niniejszym:)

W święta zawsze coś się trafia. Nie pamiętam takich, podczas których nie byłoby chociaż jednego rodzinnego zapalenia oskrzeli, przeziębienia w wersji hard, ropnia w nosie, a raz nawet trafiła się prawdziwa grypa u jednej sztuki:)
-
Gość: Szeherezada S., 84.38.23.6*
2008/12/07 10:52:38
Moja babula ostatnio chorowała i za każdym razem spotkałam się z dość niegrzecznym traktowaniem. Z góry zakładano, że sie chcę babuli pozbyć. Spokojne tłumaczenie nie przynosiło efektów. Musiałam huknąć, żeby dotarło. Nie było miło.
Ja rozumiem, że na sto przypadków 99 jest właśnie takich, ale nie można wszytskich w ten sposób traktować.
Zła byłam bardzo. Rzadko zdarza mi się huknąć. Ale nie wytrzymałam.
-
2008/12/07 11:48:59
Od nas na razie płuca popożyczali i serca, a pożyczali tak zawzięcie, że asystentka musiała nowe u technika zamówić xD
-
Gość: slicznosci, 77.236.0.20*
2008/12/07 12:00:43
U mnie swiateczne wypychanie starszego pokolenia do szpitala zaczelo sie jakos pod koniec listopada. Rodzinka sie wygadala,ze porzadki swiateczne trzeba zrobic(witki mi opadly). I niestety z podobnymi sytuacjami spotykam sie co roku. Wogole to po ilosci i jakosci naszych wyjazdow widac,ze swieta tuż,tuż-jakos zgonow jest wiecej. A ostatni weekend minal pod znakiem wariata(halny byl;)). Pzdr
-
2008/12/07 20:20:01
czasem do przechowali trafiają starsi ludzie
ewentualnie moge zrozumieć
usprawiedliwić nie
ale gdy trafiają dzieci....
w każde święta...
odebrać takim kochanym rodzicom prawo do wykonywania zawodu tatusia, mamusi!
-
Gość: , daw127.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/12/07 20:49:12
no przecież nikt nie choruje, wszystko to wymysły, fatygują medyków niepotrzebnie,
zajebiste masz nastawienie do swojej "roboty", tak dalej...
-
Gość: dotty, bua158.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/12/07 21:41:29
Oprócz tego, że ludzie chorują to mało chyba widziałeś daw127.
-
2008/12/07 22:48:46
Moja babcia w każde święta "kładła" się w szpitalu. Poważna rozmowa z lekarze ( co jest babci?). Babcia to świetna aktorka, pomimo swojego wieku jest zdrowa ( poza drobnymi dolegliwościami wynikającymi z nadmiernego pochłaniania jedzenia). Zmęczeni ciągłymi wizytami w szpitalu, postanowiliśmy nie odwiedzać babci ( po 3 dniach wypisała się sama). Generalnie pomogło już babcia nie wyjeżdża na turnusy do hospitala.
-
Gość: Alia, chello089077121132.chello.pl
2008/12/08 21:15:15
Swoją drogą, morphiusz, mieliśmy dziś w szkole szkolenie z pierwszej pomocy, prowadzone przez Twojego kolegę po fachu - anestezjologa i ratownika medycznego (pietrzak.blogkierowcy.pl/). Świetny gość, zajęcia prowadził ze swadą i wręcz kabaretowym zacięciem, czasem śmialiśmy się na całe gardło, a jednocześnie przekazał nam sporo przydatnych informacji. Za tydzień będziemy ćwiczyć na fantomach.