|
Blog > Komentarze do wpisu
Leczenie chorób nowotworowychPociągnę nieco dalej wątek pani od UFO. Pomagam troche na onkologii - specyfika oddziału i leżących tam pacjentów nie wymaga szerszych wyjaśnień. Wielu z nich szuka pomocy poza medycyną konwencjonalną korzystając z pomocy różnej maści uzdrowicieli. Porozmawiałem nieco ze znajomymi onkologami i zebrałem kilka ciekawych przypadków, z którymi się zetknęli. Z ich opowieści wynika, że ludzie mający nóż na gardle szukają różnych rozwiązań i często rezygnują z leczenia, które oferuje im medycyna akademicka. Dziękuje wszystkim, którzy podzielili sie ze mną swoimi doświadczeniami - gdyby nie Wy tej notki zapewne by nie było.
To kilka przykładów - wybrałem te najbardziej jaskrawe (między innymi dlatego, że wszyscy wyżej wymienieni pacjenci byli namawiani przez uzdrowicieli do porzucenia terapii konwencjonalnej). A teraz nieco z innej beczki: pozdrowienia dla: Piotra z PESA Bydgoszcz, Moniki z PCPR Lędziny, Pawła (tego z Pl i tego z NYC) oraz dla pani redaktor naczelnej pewnego pisma (zainspirowała mnie do napisania tej notki). czwartek, 11 września 2008, morphiusz
Komentarze
2008/09/11 06:44:29
Odpozdrawiam :) Aż oczy i serce bolą, jak sie to czyta (poza przypadkiem pani, której mąż wybił z głowy "terapię" :) ).
2008/09/11 07:50:13
Sam jednak przyznasz, iż "wiara czyni cuda". I nie chodzi mi tu ani o nadgorliwą religijność, ani wiarę w "czary mary", tylko o prostą chęć życia oraz wiarę w wyzdrowienie. Jeśli ktos się podda chorobie psychicznie, to nawet jak najbardziej konwencjonalna medycyna mu nie pomoże. Natomiast jeśli do leczenia dojdzie jakieś silne przekonanie, że coś innego pomaga? Cokolwiek by to było? Jeśli nie zrezygnujesz z normalnego leczenia - to co w tym złego? Że pacjent przypisze zasługi nie lekarzom tylko swojej "uzdrowicielskiej metodzie"? Przecież ważny jest tak naprawdę tylko cel.
2008/09/11 08:04:31
Tak, wiara czyni cuda. Tylko że słysząc, że wróżka jest lepszym rozwiązaniem niż leczenie i wizyty kontrolne, masz ochotę czynić guza na durnym łbie.
2008/09/11 09:12:28
Normalnie tylko usiąść i płakać nad ludzką głupotą! Chociaż wiem że jak ktoś jest chory i nie ma dla niego ratunku to szuka różnych sposobów. Niestety zazwyczaj u wróżek, znachorów czy uzdrowicieli! Ale to tylko ludzka ciemnota.
Gość: Janek, 212.106.21.16*
2008/09/11 09:50:34
Hm to chyba akurat sa przypadki skrajne, gdy wrozka mowi ze za machniecie talia kart uzdrowi pacjenta z raka za jedyne 600zl. Z tego co mi wiadomo, medycyna potwierdzila calkiem sporo przypadkow gdy pacjent wyzdrowial "nie wiadomo jak" (tzn bez medycyny konwencjonalnej), a wszystkich wokolo informowal, ze to dzieki znachorom/magicznnym napojom/modlitwie/pielgrzymce/szamanom/voodoo ;] itp.
2008/09/11 09:53:44
znam trochę środowisko osób zajmujących się alternatywnymi metodami, zwłaszcza głównie stosującymi je na sobie. Ale jakoś nie zauważyłam, by wychodzili z założenia 'lekarz to twój wróg', raczej, że skoro cel jest ten sam to stosowane metody się uzupełniają. Oni nauczyli mnie, że oszusta poznaje się właśnie po tym, że odradza czy wręcz zakazuje kontaktu z tradycyjną medycyną. Przecież inaczej fakt, że wyłudza pieniądze nie dając nic w zamian, wyszedł by za szybko na jaw...
a poza tym skoro odzywam się tu po raz pierwszy - wyrazy podziwu dla Autora za zapał w pracy i lekkość pióra.
Gość: nika, aduq103.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/11 09:56:40
kiciaf, to, że ktoś przypisze swoje wyzdrowienie wróżce czy szamanowi a nie medycynie ma duże zanaczenie, bo następnym razem nie pójdzie do lekarza tylko do swojego "czarodzieja rodzinnego". Poza tym po 200-300 zł za wizytę to trochę dużo, jeśli chodzi w tym o kwestię samej wiary. Może to bezduszne, ale czy pacjent wyzdrowieje czy umrze to często pamiątką po takim "leczeniu" są długi, które ktoś musi spłacać.
Gość: Adam84, 83-238-229-251.adsl.inetia.pl
2008/09/11 10:00:15
Wiara w wyzdrowienie jest najważniejsza. Nawet jeżeli ma się przegrać, lepiej wierzyć i odejść wiedząc, że się walczyło, a nie zbijało bąki siedząc w ciemnym pokoju... Zresztą coś w tym jest, bowiem z tego co mi wiadomo (zwykły) człowiek używa maksymalnie 5 % swojego mózgu. Nie wiadomo co się kryje w pozostałych 95 % :D Możliwe, że człowiek opanowawszy możliwość używania większej ilości swojego mózgu, będzie w stanie nawet sam się leczyć. W każdym razie wiara, optymizm mogą pobudzać pewne obszary w mózgu, sprawiając, że leki działają lepiej. Może pisze tutaj jakieś herezje, ale naukowcy sami nie wiedzą do końca co kryje nasz mózg. Faktem jest, że na człowieka mającego depresję, działają zwykłe leki, jak też i placebo (robili jakieś badania, części osób dawali placebo, wmawiając im, że to lek, a części zwykły lek... efekty zdumiewające %-) choć depresji do raka to trochę daleko). Więc nic do końca nie jest przesądzone. Należy ufać medycynie, naukowcom i ewentualnie się wspomagać jakimiś zabobonami... bo jeżeli rodzina nie może przekonać, lekarz nie może przekonać, to może jakiś kanciarz Cię, przekona, bo Ci ludzie z tego żyją (zadaniem lekarza jest walka z chorobą, pacjent jest na dalszym planie).
@eee-live głupoty piszesz... każdy zdrowy człowiek chce być zdrowy... szaleństwo w tych przypadkach polega na całkowitej rezygnacji z medycyny akademickiej. Jeżeli owa wróżka ma "pomóc" uwierzyć, że się uda, to niech sobie będzie. To tzw. efekt placebo. 2008/09/11 10:16:02
@Adam84
Z tymi używanymi "5% możliwości ludzkiego mózgu" to jakaś w kółko powtarzana historyjka bez naukowego uzasadnienia, ale fajnie brzmiąca. Słyszałem już, że te pozostałe 95% umożliwi nam: teleportację, telekinezę, telepatię. Do listy dodam więc jeszcze regenerację... To może jeszcze przed wejściem do szpitala należy ustawić stoiska dla "kanciarzy" - niech każdy pacjent sobie wybierze takiego, który będzie "wspomagać go zabobonami"?
Gość: hasta_manana, ala.pwn.com.pl
2008/09/11 10:21:12
A ja polecam książkę SUCKERS: HOW ALTERNATIVE MEDICINE MAKES FOOLS OF US ALL.
Znajomy lekarz z UK poleca ją swoim pacjentom, sam też szukał tam argumentów na zatwardziałych wyznawców "metod alternatywnych". Polecam, poki co wydanie angielskie bo nie wiem czy znalazł się już wydawca polski, który to wyda. Co innego wiara w wyzdrowienie, a co innego odrzucenie leczenia i wiara w dzwoneczki i kadzidła. hasta ps. cały blog to świetny materiał na książkę, szkoda, ze moje wydawnictwo ma inny profil, choć lekarski ;) 2008/09/11 10:26:19
Wydaje się, że to ciemnogród ale strach często z mózgu robi galaretę. Nadzieja umiera ostatnia i za to, żeby trwała wielu gotowych jest płacić słono (pieniędzmi lub życiem). Nie piszę bezpodstawnie, mam doświadczenie rodzinne, na szczęście nie bezpośrednie genetycznie (żona członka rodziny). Przed diagnozą lekarza i włączeniem tradycyjnej medycyny były ziółka tybetańskie. Rozpoznanie lekarza zbyt późne, w konsekwencji chemia, naświetlania, później mastektomia, przerzuty nieoperacyjne do mózgu. Rok wystarczył. Gdyby nie ten strach przed diagnozą dało by się dziewczynę uratować. Tym bardziej, że jej mama po wcześniejszej mastektomi żyje do dziś. Zapewniam Was, że dziewczyna była bardzo kumata, nie głupia a mimo to strach przed diagnozą ją zabił, nie rak. Późniejsza walka z determinacją i pełną wiarą w skuteczność medycyny już nie pomogła.
Smutasy same jakieś. Morphiusz ja bardzo proszę o dalszy ciąg wątku Pani X lub podobnego. Tak wiele można się nauczyć z nieograniczonej wiedzy tych specjalistów każdej dziedziny.
Gość: taaaak, psbru.cec.eu.int
2008/09/11 10:40:07
Tak. W istocie opisane przypadki sa oslabiajace. Ja tu sie jednak troche poprzekomarzam i , choc uwielbiam ten blog i jego autora, pozgrywam "adwokata diabla" czyli pacjenta. Przypadki znane z autopsji:
- Lekarz specjalista. Znany i szanowany. Pomimo bardzo konkretnych objawow badanie laboratoryjne niczego nie wykazuje. Lekarz mowi ze nie wie co to jest ale na wszelki wypadek i zeby oszczedzic cierpien pacjentowi przez bardziej inwazyjne badania przepisuje mu zestaw trzech antybiotykow. Pacjent oczywiscie godzi sie byc przedmiotem eksperymentu poniewaz lekarz to autorytet a poza tym moze sie uda. Nie udaje sie. Badania bardziej inwazyjne sa konieczne. - Lekarz specjalista w znanej na caly kraj wybitnej klinice. Za wizyte pobiera stawke dwukrotnie przerastajaca podstawowa stawke zwracana przez ubezpieczenie. Pacjent na pierwszej konsultacji zaczyna opowiadac o co chodzi. Lekarz pyta pacjenta: "Ma pan rtg?". "Nie" - odpowiada pacjent bo niby skad ma miec, przeciez sam sie nie przeswietli. Lekarz z wyrzutem do pacjenta: "I jak ja mam pracowac wedlug pana? przeciez ja potrzebuje rtg". Okazalo sie ze to nic takiego, bo w klinice mozna wykonac na miejscu wszystkie badania. Po badaniu lekarz wykonuje pacjentowi zastrzyk z cortyzonu. Pacjent sie cieszy dopoki nie dowiaduje sie od przyjaciol kiedy to lekarz ucieka sie do cortyzonu. Zastrzyk pogarsza sytuacje. - Lekarz pierwszego kontaktu. Szanowany, polecany. Pacjent przychodzi na od dawna umowiona wizyte, bo chcialby zrobic bilans zdrowia. Zle sie ostatnio czuje, zdarza sie. Lekarz od drzwi i zanim jeszcze pacjentowi udalo sie usiasc: "Czy pan jest chory?". Pacjent jest tak oniemialy ze wystekuje: "Nie wiem. Mam nadzieje ze nie." W swojej naiwnosci pacjent zawsze myslal ze to lekarz ma powiedziec pacjentowi czy ten jest chory i na co. Precyzuje ze wszystkie opisane przypadki mialy miejsce w krajach, w ktorych sluzba zdrowia jest zaawansowana o lata swietlne stosunku do sytuacji w Polsce. Problemy opisywane na blogu tam po prostu nie istnieja. Tak sobie mysle, ze jesli opisani pacjenci w mieli przez przypadek podobne przezycia i do tego zetkneli sie z bieda polskiej medycyny, to w sumie nic dziwnego ze poszli do znachora. Z rozpaczy sam bym poszedl, pomimo ze nie wierze w zadne ezoteryzmy. pozdrawiam PB
Gość: Adam84, 83-238-237-113.adsl.inetia.pl
2008/09/11 11:10:13
@Szymon
czytaj ze zrozumieniem, to nie boli... chodzi mi o to, że jeżeli pacjent nie wierzy już w wyleczenie, oraz nikt nie może go podnieść na duchu, to wszystkie środki są dozwolone, byleby pacjent wyszedł z tego cało. Zmiana nastawienia czyni cuda, i Tobie też to proponuje %-). Widocznie nigdy nie byłeś poważnie chory i nie wiesz jak trudno zmusić się do pozytywnego myślenia. Zresztą wyraźnie napisałem, że nigdy nie należy rezygnować z medycyny akademickiej... a z tymi stoiskami przed szpitalem? No daj sobie spokój... A co do mózgu... z tego co pamiętam, jest takie duuuuże urządzenie... człowiek wjeżdża do tuuuunelu... i tam coś się robi. Koleś sobie siedzi przed takim świecącym czymś, zwanym powszechnie monitorem i tam widać takie kolorki, które sobie skaczą, niczym pies skapnowszy się, że jakaś suczka od Pani Zdzisi ma "psi okres". Podobno to pokazuje, które obszary tego "czegoś" na tym "świecącym czymś" są aktywne... Bardziej na serio... wyraźnie napisałem, że to nie jest poznane, więc ten twój komentarz jest "zbędnym nagromadzeniem bitów w bazie danych" %-) Widać, że sam bardziej wierzysz w zabobony, a przynajmniej poddajesz się czyimś manipulacją ;) Zresztą można powiedzieć, że skoro mózg nie jest do końca poznany, to może tam pochowali Jimmiego Hoffe ?
Gość: phos, zk234.internetdsl.tpnet.pl
2008/09/11 11:11:13
w przydapku zastosowania chemioterapii jest mniej wiecej 50% szans, że pacjenta zabije chemia a jak nie, to nowotwór.
poddanie się leczeniu daje 50% procent szansy na wyzdrowienie, niepoddanie się - 50% szansy na śmierc. wybór jest trudny
Gość: muminkiciewysledzazabijaizjedza, aaxe150.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/11 11:29:25
Co to jest PESA w Bydgoszczy??
Gość: koza, akademik1.ar.krakow.pl
2008/09/11 11:31:57
o zgrozo!!!!
nie wiem czy ma się śmiać czy płakać, bo póki nie mam przed oczami śmiertelnie chorego człowieka tylko kogoś kto w ten sposób się bawi i igra z własnym zdrowiem to ogarnia mnie śmiech. gorzej że wiem że tak robią ludzie chorzy, pozbawieni nadziei, którzy poddali się czyjejś presji. tonący brzytwy się chwyta....... nie potępiam ich za to, walczą jak potrafią, siostra mojego taty w wieku 41 lat po 23 latach walki z sm zmarła. jej rodzice w końcowym okresie choroby zabrali ją do jakiegoś cudotwórcy, śmieszyło mnie to, ale teraz wiem że może sama w ich sytuacji zrobiłabym podobnie, mimo że medycyna niekonwencjonalna mnie śmieszy a co dopiero taka szarlataneria i naciągactwo......jak juz mówiłam tonący brzytwy się chwyta...... ps świetny blog :)
Gość: nika, aduq103.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/11 11:44:42
A dla mnie oszust pozostanie oszustem, gorszym niż hiena cmentarna. I gdyby nazywać rzezczy po imieniu, a nie szukać usprawiedliwień dla "wróżek" to może chociaż część tych ludzi nie dałaby się oszukać. Zamiast wierzyć w magiczne niteczki można sę rozejrzeć i dojść do wniosku, ze warto walczyć np. żeby zobaczyć drzewa jesienią. Głupie, ckliwe, na pewno tańsze, może i nie pomaga ale jakbym wiedziała, że umieram to woałabym kożyystać z tego co mi zostało niż sterczeć i wróżki i gapić się w szklaną kulę.
2008/09/11 11:55:37
Niektórym do walki z chorobą wystarczy myśl o widoku drzewa jesienią ,inni potrzebują innych bodźców. Szarlatanów, wróżek i cyganek nie cierpię. Natomiast wierzę, że istnieją prawdziwi bioenergoterapeuci i że coś w tym jest. Nawet, jeśli to będzie efekt placebo.
2008/09/11 12:00:11
Adam84 a czy ja pisałam o zdrowych??? Przecież napisałam " jeśli ktoś jest chory"! A wiem bo takie pomysły miał członek mojej rodziny. Mimo że gdyby stosował się do zaleceń lekarzy to prawdopodobnie żyłby do teraz. Normalnie wyć się chce jak ludzie potrafią zmarnować swoją szanse!
Nika zgodzę się z tobą - oszust pozostanie oszustem!
Gość: Jarek, chello089079097073.chello.pl
2008/09/11 12:10:22
i jak czytajac takie notki nie wierzyc w prawo darwina? prezentuje sie tutaj w pelnej krasie. jednostki najslabsze, w wypadku ludzkosci wiadomo ze chodzi o umysl a nie o czysta sile, po prostu wypadaja z puli genetycznej. ktozby pomyslal ze glownym narzedziem ewolucji bedzie ludzka glupota.
Gość: klara, arr114.internetdsl.tpnet.pl
2008/09/11 13:30:14
dziekuje za możliwość zaistnienia w Twojej cyberprzestrzeni...
pozdrawiam i uciekam do szpitala... na szczęście tylkow odwiedziny...
Gość: Szeherezada S., 84.38.23.6*
2008/09/11 14:50:22
Znam jeszcze inne przypadki. Zioła, uzdrowiciele, księża, diety. Patrzymy na to i wydaje nam się smieszne i przerażające. Bo jesteśmy zdrowi.
Tonący brzytwy się chwyta. Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono... Żeby nie było wątpliwości- jestem po stronie medycyny i to zdecydowanie, ale przecież róznie bywa. Ta druga strona medalu też istnieje. 2008/09/11 15:24:15
@Czesiu
Strzał w dychę! Trafiony - zatopiony! Porażające. Postuluję - psychotropy razem z colą w wolnej sprzedaży w automatach. Swoją drogą, czy widzieliście już automaty z lekami? Polecam wycieczkę do Wrocławskiej Castoramy na Psim Polu. Nazywa się to chyba McDoc - jeśli dobrze pamiętam, dawno nie byłem we Wrocku. Narodzie lecz się sam! Lekarze na traktory! 2008/09/11 15:34:58
Ja tak naprawdę wcale się im nie dziwie, że uciekają w "niekonwencjonalne" sposoby leczenia. Może stwierdzają, że to jedyna możliwość, bo z lekarzami bywa różnie. Sama przez to przechodziłam w domu. Panowie doktorowie dali mojej mamie propozycje "jak pani da 30 tys. to coś zroblimy, a jak nie to nie". Niestety nie było nas stać na taką sumę, bo może moja mama by dzisiaj żyła. "Pozdrowienia" dla doktorków z Banacha.
Gość: Alia, chello089077121132.chello.pl
2008/09/11 16:01:53
Miałam podobny przypadek w rodzinie, choć może nie tak drastyczny. Chłopak był znerwicowany i zestresowany, więc matka posłała go do masażysty, poleconego przez koleżankę, podobno świetnie pomagającego w takich sytuacjach. Wizyta kosztowała 100 zł (dobrych parę lat temu), facet rzeczywiście robił masaż, a oprócz tego poił pacjenta jakimś niezidentyfikowanym płynem "o zapachu sosny". Po około tygodniu codziennych wizyt chłopak trafił na oddział zakaźny z niemożliwymi do powstrzymania wymiotami. Wyszedł po 10 dniach leczenia objawowego, z diagnozą: przyczyna nieznana. Wykluczono zatrucie, choroby zakaźne i pasożyty, ale podejrzewamy, że podawany przez masażystę płyn zaburzył równowagę elektrolitów.
Zaś sam chłopak w końcu trafił do lekarza psychiatry, który przepisał leki antydepresyjne. Jak się okazało, jego stan psychiczny był poważniejszy, niż się zdawało rodzinie. Żeby zaś było jeszcze ciekawiej, ta sama kobieta, która posłała syna do masażysty, jest też zwolenniczką homeopatii, ale za to nie uznaje psychologów, jedynie psychiatrów i prochy.
Gość: Alia, chello089077121132.chello.pl
2008/09/11 16:03:01
A, i jeszcze jedno - oprócz tego umieściła synowi pod biurkiem jakieś dziwne ustrojstwo kupione za duże pieniądze u "bioenergoterapeuty", żeby niwelować "złe energie".
2008/09/11 17:27:33
Witaj, Morphiuszu.
przyczynek do "Dziennikow glupoty ludzkiej" 1. Pacjent przywieziony do Kliniki Chorob Zakaznych. Potiwerdzono rozpoznanie: tezec. Szaman wiejski zalecil ssanie konskiej kupy (tfu) przez skarpetke celem leczenia bolu stawow. 2. Pacjent nie poddal sie leczeniu zmiany nowotworowej na stopie- leczyl to domowym sposobem, przykladajac kiszona kapuste. Koniec koncow amputowano mu podudzie (w czym niemaly udzial miala martwica wywolana stanem zapalnym). Po zabiegu glownym problemem bylo: "To gdzie ja teraz mam sobie ta kapuste przykladac?" 3. IT. Pacjent z MOF, szpik tez trafilo bo jakis taki anemiczny sie zrobil, z leukocytoza kolo 1500... Rodzina zazadala leczenia niekonwencjalnego- pigulkami z Tybetu. Po szewskiej awanturze, Policji i spisaniem dokumentu ze rodzina samodzielnie i wbrew lekarzom chce leczyc pacjentai- lek(?) zostal podany. Dwa dni pozniej pacjent zmarl majac 40 stC i lekocytoze ponad 80 tysiecy. 4. Tonacy brzytwy sie chwyta. Pacjent po udarze, na CT praktycznie brak mozgu. Rodzina roszczeniowo nastawiona przyjechala na IT z adwokatem i bioenergoterapeuta. Bioenergoterapeuta drenowal pacjenata ze zlej energii codziennie (przy okazji drenujac kieszenie a.300 za drenaz). Na szczescie dla rodziny pacjent, widzac co sie dzieje, przeprowadzil sie za Styks. 5. Pacjent z AF w wywiadzie, slaby, "ledwie powloczy nogami". Po rozmowie z rodzina okazalo sie ze dziadzio z rana slaby byl wiec dali mu zamiast jednej- dwie tabletki na wmocnienie. A ze jakos dalej slabowal to mu jeszcze poprawili dwa razy do poludnia. Efekt po czterech Digoksynach- PR 32/min z cisnieniem 70/40. Ciekawostka jest ze przezyl. 6. 5 rano. 6-8 letnia dziewczynka z biegunka, odwodniona na wior. Matka nie zgodzila sie na transport do szpitala, bo wiedziala lepiej ze w szpitalu morduja pacjentow a domu to czlowiek zawsze ma szanse.(pracownik naukowy i nauczyciel UJ - to a'propos PZN). 7. Gumis (Licentia poetica modo Morphiusz) z rozcieta warga (nie zauwazyl szyby w drzwiach). Dosc solidne krwawienie z przcietej tetnicy. W karetce w trakcie transportu dziki szal. Pacjent sie wyrywa, nie pozwala z soba nic zrobic. Krew jest wszedzie- na nas, na sprzecie, na suficie. A w SORze spokoj. Na pytanie: "a czegos Pan do cholery chcial nam karetke rozwalic?" pacjent ze spokojem wybelkotal: a bo myslalem ze mnie do kostnicy wieziecie zeby ze mnie skore zedrzec (to bylo po pierwszych doniesieniach o mordercach z Lodzi; wiedzial ze dzwoni ale nie do konca wiedzial gdzie...) 8. Po zaopatrzeniu pacjentki w domu i podjeciu decyzji ze moze pozostac, podchodzi do na corka: "Widzialam zescie zadnych zastrzykow nie dawali, ale jak byscie ten Pawulans mieli to moze byscie mi psa uspili?" Tym horrorem koncze. Pozdrowienia Abnegat. 2008/09/11 17:47:53
Dumałam sobie raz siedząc w poczekalni u onkologa o takich własnie ludziach, którzy wolą bioenergoterapeutę od prawdziwego lekarza. Robią te awantury lekarzom, podważają ich pomysły na leczenie. A gdyby jedno z drugim poszło do lekarza częściej niż co 10 lat, zrobiło sobie głupie USG tego i owego, to nie trzeba by było robić naświetlań, podawać chemii. Dzięki temu, że ja kontrolowałam piersi co rok, znaleźli mi nowotwór wcześniej. Jeszcze bez cech przerzutowych. Malutki: 3 na 5 milimetrów. Na jaką cholerę czekać więc do stanu 3 na 5 centymetrów?
Gość: mika, ehl157.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/11 17:48:59
ludzie są, i nie będą nigdy lepsi.....;p
Gość: Sebe, adrb164.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/11 18:10:30
Gość: Alia, chello089077121132.chello.pl
2008/09/11 19:10:17
A na forum gazety pojawiło się właśnie coś w temacie:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=572&w=84488954
Gość: shr, bqt32.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/11 19:13:21
@ Adam84: Głupoty piszesz, o tych 5%. Naukowcy wiedzą, co robi 5% mózgu a 95% jest niejasne, co nie znaczy, że go nie wykorzystujemy. Natura jest leniwa i dąży do minimalizowania kosztów, więc gdyby tak było jak piszesz (czyli, że wykorzystujemy tylko 5%), to tych 95% byśmy nie mieli.
2008/09/11 19:30:11
@Alia
Czytam forum, którego link dałaś i normalnie...zaciotowany jestem! Tfu, Tfu na psa urok, co ja piszę, jeszcze mnie tu jakiś troll, zanim przeczyta wspomniane forum o "orientację" posądzi. Idę odczynić uroki. Mamamartinka de beściara!
Gość: maria, aaur253.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/11 19:47:06
W sytuacji trudnej, podbramkowej, kiedy lekarz mówi ci, że zrobił wszystko i właściwie należy tylko czekać na śmierć co robisz, jak kochasz z całego serca? Szukasz alternatywnych rozwiązań, jeśli medycyna już nic nie jest w stanie zaproponować. Zaślepiona bólem , przeogromną żądzą wyrwania bliskiego śmierci, sprzeciwem wobec takiego losu, też szukałam pomocy wszędzie. Teraz z tych przykładów się mogę pośmiać, ale człowiek postawiony pod ścianą postępuje nieracjonalnie. Najważniejsza jest nadzieja, z nią da się żyć, bez niej popełniamy szalone czyny.
Konfliktowa, ty bardzo wcześnie wstajesz. 2008/09/11 20:38:38
A ja też mam coś do " Dzienników głupoty ludzkiej"
1) "Znachor" mówi pacjentowi z rakiem gardła, że alkohol a ściślej mówiąc sikacze nie reagują z morfiną. I koleś uwierzył. Łykał morfinę i pił winka typu Bycza Krew i Arizona. Efekt taki pacjent nie zmarł przez raka tylko od mieszanki winko+morfinka wysiadła wątroba i trzustka. I jak tu wierzyć we wróżki, znachorów i inne tego typu pierdoły. Aż ręce opadają. 2) To już z własnego doświadczenia. Całkiem świeżutkie to jest ;) Jestem 2 doby po operacji, na obchód przychodzi ordynator i z tekstem: "Kiedy Pani idzie do domu?" Zrobiłam karpia i powiedziałam że chciałam się tego właśnie dowiedzieć a on :" Ja nie wiem!"
Gość: dotty, bsj8.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/11 21:29:12
No i koniec urlopu. Widzę, że czytelników i komentatorów przybyło.
Historie ciekawe, ale nie mogę do nich podejść bez współczucia i przynajmniej próby zrozumienia. Dla wielu wciąż jeszcze nowotwór ("rak") to wyrok, a więc sytuacja tak skrajna jakby kogoś innego postawili pod ścianą. Nie dziwne, że można stracić wtedy rozsądek. Ważna jest szczegółowa informacja od lekarza, wsparcie rodziny, czasem pomoc psychologa. Dla mnie niewybaczalne jest żerowanie na takich ludziach "hien" różnego typu (czasem niestety różnież lekarzy). Pozdrawiam
Gość: nika, adts97.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/11 21:49:24
I właśnie o to chodzi, Dotty. Nie o to, że ci ludzie są zdesperowani i szukają pomocy, tylko o to, ze ktoś na tych ludziach zarabia na nową chatkę i samochodzik sprzedając "cudowne niteczki", a ktoś inny podchodzi do tego z wyrozumiałością, bo "przecież ta wróżka to ostatnia deska ratunku". A wszelkich zanchorów "300 od wizyty" czy wróżki "50 na ziółka i 250 na magiczny kubeczek" powinno spotykać społeczne napiętnowanie. To by bvyła najlepsza kara i jednocześnie środek otrzeźwiający dla chorych i rodziny. A nie, ze jedna sąsiadka drugiej poleca, bo kuzynowi wujka stryjka podobno pomogło. co prawda ów kuzyn umarł, ale tylko dla tego, że za późno jej posłuchał zamiast leki brać.
Gość: Kurczak, abgc194.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/11 22:14:12
byłam kiedyś z siostrą u takiego kościelnego znachora Oo nie wiem jakim cudem ale popatrzył sie na nią pomachał rękami i mówi "mukowiscydoza" no i za parę dni były wynki badań.. nie pomylił się, a mnie przyprawił o zawał serca ;p bo w co ja mam teraz wierzyć?!
2008/09/11 23:45:53
Po trzech nocnych zmianach nadrabiam czytanie ;) takich znachorów czy innych cudo ręcznych to powinno się tępić!!i żeby tylko jeszcze ludzie mieli trochę oleju w głowie, to też by inaczej było.
Gość: nika, adts97.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/11 23:54:09
mam pytanie, do kogoś, kogokolwiek: na czym polegała ta promocja na nitkę babci Racheli? Skoro normalnie kosztuje 70, a "w promocji" 4 kosztują 280, to gdzie ta promocja?! Nie ogarniam, ale że orłem z matmy nigdy nie byłam, to może ktoś mi to wytłumaczy? Morfeusz, a może byś u źródła zapytał w moim imieniu, proszę.
2008/09/12 01:51:22
nika normalnie nitka kosztowała jakieś 75-80zł - w związku z tym, że wziął kilka opakowań cena za opakowanie spadła do 70zł.
Gość: nika, adts97.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/12 01:54:13
Super oferta! Chyba sobie całą szpulkę kupię;) Dzięki
2008/09/12 02:39:24
Morphiusz, tylko komentarz z wyceną cudownej nitki?! Miałem nadzieję doczekać Twojego następnego nocnego posta! Dla mnie czas spać, sprawdzę rano przy kawie, może już będzie.
Gość: Kurczak, abgd193.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/12 07:17:41
wczoraj do wypowiedzi wkradło mi się kilka błędów (i dziś zamiast iść do pracy muszę sie poprawić;p)
nie mukowiscydoza, a mononukleoza (m-oza.. co za różnica ;p) i nie zdiagnozował choroby po nazwie, a zamiast posłuchać co jej jest zaczął wymieniać wszystkie objawy (wraz z tym kiedy się zaczęło i ile ma gorączki ;p) ogólnie i tak powiedział, żeby poszła do lekarza, a pieniędzy nie wziął "bo za co" ja tam troche w medycyne naturalną wierzę, ale i tak na pierwzym miejscu stawiam na medycynę konwencojnalną (siostrze na nieregularne miesiączki nie pomogła kilkuletnia terapia diane, odstawiła i wszystko wróciło do nieregularnej normy, dopiero samodzielnie skonstruowana mieszanka ziół -ohydstwo- pomogło.. chyba że to diane po dwoch latach od odstawienia pomogło, albo sama z siebie się uregulowała.. ogólnie ja tam na razie się lecze u ginekologa ;p jak za parę lat nie będzie poprawy dopiero siegnę po cudowną mieszankę ziół :D) 2008/09/12 08:07:57
To też się przyłączę do bazy przykładów onkologicznych, choć przedstawione przez M przykłądy to raczej straszne niż śmieszne, ale że zabobony groźne są to nie od dziś wiadomo.
Starszy pan mający być przyjęty do kliniki chirurgii klatki piersiowej, ale pan miał nie raka tylko odmę. Został więc przywieziony wózeczkiem z IP (SORów jeszcze wtedy nie było), a nad drzwiami oddziału stał napis w staropolszczyźnie "Torakochirurgia". Na widok owegoż napisu starszy pan, mimo odmy, zerwał sie z wózeczka krzycząc: "O, nie! Ja tu leżał nie będę, to jakaś rako-chirurgia jest!". :) 2008/09/14 06:33:26
Kurczak zioła to nie jest żadna szarlataneria tylko jak najbardziej konwencjonalna medycyna. Dzisiaj oczywiście większość substancji pochodzących z ziół jest już zamknięta w tableteczkach, kapsułkach itp. ale leki ziołowe (tzw. galenowe) dalej mają rację bytu. Teraz w sumie się do nich wraca (taki powrót do natury).
Gość: Alia, chello089077121132.chello.pl
2008/09/14 20:55:57
Najgorsze, że niektórzy zwolennicy "terapii wyłącznie naturalnej" (na poziomie pani od UFO) nie mają pojęcia lub nie chcą pamiętać, że zioła zawierają te same substancje czynne, co wiele leków. Gdzieś kiedyś czytałam historię takiej nawiedzonej, której dziecko zachorowało na ospę wietrzną. Nie podała paracetamolu, bo to przecież chemikalia, tylko naturalny wywar z wierzby. Czyli kwas acetylosalicylowy. I skończyło się zespołem Reye'a.
Gość: x, 94.254.178.9*
2009/03/07 10:02:08
Nie odsuwajcie od siebie tak na zapas wszystkiego co niekonwencjonalne. Nie piszcie, ze w lekach z apteki tak naprawde jest to samo co mozna kupic u np. zielarza. Nie ma nic wspolnego witamina C z pteki z witamina C w np. cebuli.
Przy chorobch nowotworowych lekarze zabraniaja wszelkich "wspomagaczy", dodatkowych witamin itp. ale organizm ich potrzebuje! Szukajcie ich w pozywieniu, poczytajcie koniecznie np. o jajkach- wazne o zoltkach jaj- co zawieraja. Nie dajcie sie oglupiac lekarzom i nie ograniczajce do 2 jajek tygodniowo, w zoltkach sila. |
|
Przerażające!
W takich chwilach mawiam jedynie: i śmieszno, i straszno...