Z życia pewnego szpitala.
Blog > Komentarze do wpisu

Rozgrzewka przed maratonem

 Jutro mam całodobowy dyżur. Tak samo w niedzielę. Szesnastogodzinny w poniedziałek. Sumarycznie będę siedział w robocie całe 72h. Muszę znaleźć mojego Willibalda (Pschyrembla) bo to chyba jedyna lektura, która mnie nie usypia. Inni piją kawę, żłopią redbulle i robią inne dziwne rzeczy a ja sobie czytam o operacjach położniczych i porodach :P Mam dyżur z Kogucikiem i Danusią więc bedzie zbyt wesoło, żeby spac. Zapowiedziało się też dwóch studentów więc odpadną mi szycia i jakieś mega proste przypadki. Zawsze to jakaś pomoc.

 Denerwuje mnie jedna siksa z neurologii. Zresztą nie tylko mnie. Wzywam kobiete na konsultacje do pacjenta, liczę na to, że go zbada neurologicznie i przynajmniej podsunie jakiś pomysł co do diagnozy. Pani doktor zwiozła dupę na SOR, zerknęła na pacjenta jednym okiem i stwierdziła, że trzeba zrobić TK głowy. Nawet delikwenta nie dotknęła. Bardzo dziękuje pani doktor - jestem widać tak ograniczonym intelektualnie lekarzem, że nie wiem o konieczności zrobienia pacjentowi tomografii. Skończyło sie na tym, że sam musiałem pacjenta neurologicznie opukać i potem razem z Piotrkiem ustalić diagnozę. Zupełnym przeciwieństwem pani doktor jest nowy ordynator. Schodzi natychmiast po wezwaniu, bada pacjenta neurologicznie (wywiad, opukiwanie etc) i wyczerpująco opisuje wyniki. Z takimi specjalistami aż chce sie pracowac. Wiesz, że możesz zostawić z nim pacjenta bo lekarz zrobi co trzeba. Z niektórymi zaś strach pacjenta sam na sam zostawić - nie dość, że nie postawią diagnozy to jeszcze pacjenta uszkodzą. Do dziś po szpitalu chodzi historia jak to wyżej wspomniana pani neurolog stwierdziła u pijanego jak bela pacjenta poważne zaburzenia neurologiczne i wysłała go na rezonans magnetyczny :P

 Gadałem sobie z ojcem via fołn no i go informuję, że przez najbliższe 48h będę w pracy i kontakt telefoniczny będzie raczej utrudniony. Zaczął jęczeć i stękać, że za dużo pracuję, że po co, na co a w ogóle to po co ja poszedłem na tego doktora. No przecież powinienem iść w ślady brata i zostać księdzem. Normalnie jakby fakt, że skończyłem teologię sie nie liczył. Zrobię sobie pseudo sutannę z worka na kartofle i w takim stroju wybiorę sie w podróż do domu coby tatusiowi sprawić przyjemność. W końcu dzieci są radością rodziców no nie:P Brat krótko podsumował jęczenie ojca stwierdzeniem, że tacie zaczęło sie klimakterium. Mówię mu więc, że klimakterium to mają kobiety a nie faceci. Robert na to, że ojciec zawsze był specyficzy to i klimakterium mieć może. Może powinienem zrobić ojcu dokładne badania a na USG poszukać jajników i macicy?

 Brat cioteczny zaprosił mnie na swój Nisuin (ślub). Zadzwonił i mnie zaprosił. Stwierdził, że taka uroczystość to bardzo dobra okazja do poznania rodziny ze strony matki i byłoby mu bardzo miło gdybym sie pojawił. Uświadomiłem sobie, że w jakiejś części (i to dość sporej) jestem Żydem. Mój dziadek ze strony matki jest Żydem, mój pradziadek był Żydem i hitlerowcy go zabili, moja matka z mężem  wyjechała do Izraela. Śmieszne jest to, że byłem na taglicie, widziałem  Yad Vashem, widziałem tablice z nazwiskami ofiar Szoah. Wielu ludzi płakało, inni chyba nie do końca zdawali sobie sprawę z tego czym była Zagłada. Ja zdałem sobie sprawe chyba dopiero dzisiaj. Rozmawiałem z mamą - powiedziała, że chętnie ze mną i swoim mężem (a moim ojczymem) do synagogi na ten ślub pójdzie. Będzie mi zawsze troche raźniej. No i poznam rodzinę - po raz pierwszy będę miał okazję porozmawiać z dziadkiem, braćmi mamy i resztą rodziny.

 Dyrektor szuka kozła ofiarnego - potrzebuje lekarza odpowiedzialnego za gospodarkę krwią (tak to sie chyba nazywa). W każdym bądź razie chodzi o lekarza, ktory będzie nadzorował wszystkie transfuzje na terenie szpitala, miał pod opieką szpitalny bank krwi i kontaktował sie z RCKiK. Póki co nikt sie nie zgłosił. Transfuzjologa u nas nie ma więc szuka wśród anestezjologów. Oczywiście lekarzem koordynującym może być równie dobrze ginekolog czy hematolog ale szef chce to zrzucić na nas. Jakbyśmy mieli za dużo zajęć. Póki co padł na nas blady strach i sie chowamy ;)

piątek, 18 lipca 2008, morphiusz
Komentarze
2008/07/18 23:22:21
Tak sobie chwałiłam blox, a tu przepadł mój komentarz.
Zatem ponownie:
Tyyyle w pracy?!
Może Szanowny Tata ma i rację ;)
Baaardzo ciekawe korzenie. Mnie to już Miasteczko Bełz M. Umer wystarczy, bym płakała.
A neurolodzy to baaardzo dziwni ludzie, to fakt! Wiem coś o tym, niestety :(
-
Gość: dotty, btl249.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/07/19 03:00:42
Tyle godzin pod rząd to mi się nie trafiło pracować. Ale zdarzyło mi się przez miesiąc po średnio 16 godzin z wolnymi (do pewnego stopnia) weekendami i wiem , że na dłuższą metę tak się nie da. Ostatnio unikam nawet siedzenia po godzinach (nikt nie zapłaci ani nie doceni, życia szkoda i jeszcze koledzy źle patrzą).
-
2008/07/22 21:58:55
ale musi czlowiek sie czuc jak siedzi 30 pare godzin bez snu, jeszcze nie probowalem ale moze kiedys jak pojde w twoje slady :P
-
Gość: Beny, 195.117.221.*
2008/08/31 20:14:06
Tak troszkę OT ale i troszkę w.
Jestem własnie w trakcie lektury "Front Wschodni 1941-1945" autor: Leon Degrelle
Jest tam wzmianka o "leku" zwanym "pervitina", dzięki któremu żółnierze Wehrmachtu nie sypiali po tydzień, a nawet i dłużej (podczas oblężenia w kotle czerkaskim).
Z tego "leku" korzystali także niemieccy piloci.
Ten specyfik to była... amfetamina.
Nie żebym coś sugerował... :)

-
2008/12/25 14:51:01
Z wielka przyjemnoscia czytam Pana "biegi"przedmaratonskie,dzisiejsza przyjemnosc jest podwojna - tez mam taki troche porabany zyciorys i chyba wszystkie religie w rodzinie, sama obchodze Hanuka i Swieta Bozego Narodzenia, wiec zajmuje sie praca semestralna i pilnowaniem lodowki z powodu awarii pradu.
Nie lubie paru neurogolow z tych samych powodow. Zycze miłego pobytu w Izraelu i dobrych Swiat.